Pikieta albo i nie.

W ciemnym jeszcze wejściu w dzień przygotowałam się psychichnie i finansowo do corocznego zetknięcia z pikietą styczniową. Przy Parku Wodnym pikietować nie będzie jednak "Solidarność" ani nie zrzeszeni pracownicy, albo indywidualni czy grupowi klienci. Natomiast spodziewam się wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy; to tradycja kilkutetnia, zdążyłam przywyknąć do nich. Informacje o dzisiejszej akcji zbiorczej zagęszczające się od kilku tygodni, nie tylko w Tarnowskich Górach, pozwoliły mi osiągnąć dzisiejszy stan równowagi, więc spokojnie, relaksowo i życzliwie wyruszam na spotkanie dnia i ludzi oczekując w niedzielę tego samego.
.......................................................
Godzina  - samo południe!!!
Po szczęśliwym powrocie Z Parku Wodnego śniadanie spożyłam, kawę wypiłam, myśli poukładałam. Nie utonąłam w basenie ani nie poślizgałam/ pośliznęłam się na ... nie, nie na lodowisku ale na schodach wejściowych (są, jak każe tradycja i szefostwo Parku, śliskie i już) i dodatkowo podjęłam współpracę z baaardzo przystojnymi młodzieńcami uzupełniając zasoby puszek kwestowych. No, nooooo... rośnie młodzież wysoko i cieszy oczy nie tylko urodą ciała ale i pięknem serca.

         

Wolontariusz przed wejściem do Parku Wodnego. Pomyślności!

Jeden z wolontariuszy przypomniał mi siebie: "Pani tu była w ubiegłym roku! Czy zawsze pani przychodzi na Orkiestrę do Parku?" Odszukam jego ubiegłoroczne zdjęcie i przypomnę sobie imię. Teraz pozdrawiam i przesyłam wyrazy podziwu za wytrwałość muzyczną!  
    
    

     Wolontariusz przed wyjściem z Parku Wodnego. Czy drugie spotkanie pod rząd to juz seria? Nie, napewno nie ale dobra wróżba na przyszłą akcję.
.........................................................................................................................
Zimowy spacer rozpoczęłam wczesnym popołudniem; bez kijków do nart biegowych ale ze statywem fotograficznym na ramieniu maszerowałam śnieżnym szlakiem. Jaką okolicą? Czy trudno zgadnąć?

      

Mój pies na spacerze:
- zlepił bródkę w sopelki lodowe,
- rozkopał kopczyk jakiegoś przebudzonego ciepłym słoneczkiem krecika,
- obszczekał konia z jeźdźcem/ jeźdźczynią,
- obszczekał drugiego konia ciągnącego sanie wyładowane pasażerami z przypiętymi saneczkami z dzieckiem (czy to już kulig?),
- ucieklł spod kół czterokołowca,
- uniknął rozjechania przez ciężarówkę terenową,
Po spacerze padł na podusię dla zregenerowania sił nadwątlonych przygodą zimową. Takoż i ja czynię. Padam.