Pusto w pełni.

Kiedy stanęłam w pustych polach zapatrzona w księżyc w pełni, mróz mroził mi mocno palce, do znieczulenia. Po kilku minutach aparat fotograficzny zaprzestał współpracy ze mną - baterie się rozładowały. Natychmiast ulokowana w ciasnym gniazdku parka następnych też krótkim czasie "zeszła".

- O, dwa zgony w jeden wieczór! Cóz za fatalna wróżba na resztę nocy - pomyślałam rozgladając się wokoło. Próbowałam wypatrzeć wilki albo wilkołaki na szerokich ale "kresnych" połaciach ośnieżonych pól, aby w porę przed nimi umykać. Moja suczka w odrętwieniu podskakiwała na trzech łapkach (czwarta była ogrzewana pod termoforem brzuszka). Wzrokiem błagała: "Do domu! Do poduchy!" No tak, lepiej nudzić się w plus 20 stopniach, niż polować w minus 10-ciu. Łowy na widoczki i zapaszki muszą zostać skrócone ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.

- Nieustabilizowany stan trójnożnej suńki uniemożliwi nam szybką ucieczkę przed zimowymi strzygami - po tej myśli złożyłam statyw z aparatem i razem z  nim wpakowałam  do samochodu futrzastą fabrykę wydzieliny ropnej (a może jednak endoskopia we Wrocławiu?). Pojechali! Off we go!     

      
                       Widok zmrożonych pudełek pod pełnym światłem księżycowym.