Małysz skakał...

"Małysz skakał kiedyś doskonale i nagle przestał. Nie wiadomo do końca dlaczego. I tak jest z panią: też skakała pani dobrze i nagle klapa a właściwie - prask! I nie wiedzieć, dlaczego się tak stało". Pan Leszek podsumował dzisiaj rano w ten kompetentny sposób moje nieudane skoki do wody. Stan tego upadku trwa już prawie 2 miesiące. Potrzebny mi być może trener, nauczyciel, doradca, aby wydobyć mnie z dna niemocy skocznej. Patrząc w niebieskie oczy pana Leszka i przyjmując jego perłowy/listy uśmiech mam pewną nadzieję, że otaczający mnie mężczyźni pomogą mi naprawić we mnie, co należy, a przy okazji i u siebie to zrobią. Nad naprawą trzeba jednak najpierw pomysleć, a później zamysły wykonać.

     

Zdjęcie - kamienne płomyki podgrzewają moją nadzieję na lepszą przyszłość też poza skokami.

Acha, w Galeonie dostałam swoją pobasenową białą kawę ze spienionym, gorącym mleczkiem i dodatkowo rysunek kawowy na piance - stylizowany kwiatek. Taka ozdobiona kawa podawana jest w Tarnowskich Górach tylko tutaj. I świetnie smakuje.

No i jeszcze niedzielna prasówka przy kawie a z niej wynikają dwie sprawy: dobra i zła. Zła najpierw - jesteśmy zagrożeni czwartą już w ostatnim stuleciu pandemią grypy (hiszpanka- 50 mln ofiar, azjatka - około 2 mln ofiar, Hong Kong - około 1 mln ofiar śmiertelnych). Dobra sprawa - znajduję się w grupie wiekowej najmniej narażonej na to zagrożenie, bowiem zetknęłam się z wirusem poprzednich dwóch (na szczęście tylko - dwóch) pandemii i podobno ja i moi rówieśnicy jesteśmy dobrze przygotowani do walki z wirusem pandemicznym. No!  

Pierwsze ćwierkanie wiosenne ptaków, rozprasza coraz częściej zimową ciszę. Będe czekać na to poranne jutrzejsze. To miłe oczekiwanie. A inne... no cóż, praca, posiedzenie Rady Społecznej Ośrodka TOTU, inna praca, wieczorna domowa praca, sen przed pracą nazajutrz.

    

Zdjęcie - przepiórki czy kuropatwy? Nocujące pod krzakiem stadko przed kilkoma dniami zaskoczyłam rankiem w śnieżnej pościeli.