Jeden dzień z życia. Trefny dzień?

Piątek 13.02.2009 - trefna data???

godz. 5:30 - pobudka z konsekwencjami: higiena, udokumentowanie przyjaźni ssaczo-ssaczej przez wielokrotne umieszczenie kończyn dolnych (w liczbie 2+4) w śnieżnej pianie, odżywianie się chlebem powszednim z dodatkami, nakarmienie głodnych, pasożytowanie na mechanizmach pojazdu 4-kołowego,

godz. 7:30 - roboczy dzień nastał w bieli służby zdrowia i zaokiennej szaro-bieli

godz. 11:30 - spotkania z mężczyznami w wieku filmowym (40-latek itd) a po nich wymiana towarowo-pieniężna w przybytkach handlu i mamony czyli zakupy

godz. 13:30 - posiedzenie Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. Szkoda, że nie uczestniczyłam w nim od samego początku.  Jednak swoje powiedziałam w formie monologu, gdyż do dyskusji nikt inny się nie zapisał. Korciło mnie podjac temat  koncertów renesansowych ale... zrezygnowałam. Budujące: moje apele do radnych, urzędników i innych osób uprawnionych do korzystania z darmowych zaproszeń na imprezy nie pozostają bez echa. Wydaję na przykład 5 złotych na bilet wstępu na Koncert pod Renesansowym Stropem w muzeum zamiast wejsc tam za darmo z zaproszeniem - wspieram przez to ten i inne tarnogórskie przybytki kultury w sferze materialnej i niematerialnej. Inni podobno też zaczęli to robić a jeszcze inni deklarują się z zamiarami. Miło. I pożytecznie! Moja akcja osiągnęła cel. 

godz. 15:30 - zaakceptowałam tymczasowo rolę drobiu domowego w trakcie przygotowywania i spożywania posiłku obiadowego

godz. 16:30 - spotkałam się z dziewczętami, kobietami, paniami i uzupełniłam rozmowami telefonicznymi dla podtrzymania solidarności wewnątrz płci.

godz. 18:45 - czas okroił mój udział w wieczorze promocyjnym nowych książek wydanych przez muzeum. Nno, było baaaardzo poważnie. Nawet zapamiętany przeze mnie z racji wulkanicznych oczu dr Dariusz Waleriański nie rozpalił publiczności  anegdotami żydowskimi. Acha... było też dłuuuuugo.

godz. 20:10 - wpadka! Kot uciekł z "Sedlaczka" drzwiami albo inną dziurą a myszki harce rozpoczęły. Pani Gabriela Szubińska dowodzenie babskiego combra objęła już po raz drugi w tym karnawale, społecznie, bez przymusu. Społecznie, bez przymusu uczestniczki w zabawie jednoczyły się w celu charytatywnym.

    

    

     
godz. 21:05 - uderzona zostałm znienacka wspomnieniem dzisiejszego posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury i Sportu, na którym padło stwierdzenie mnie więcej takie, iż Tarnowskie Góry atrakcji turystycznych w większej liczbie pozbawione są. Nadinterpretowałam: statusu miasta turystycznego niegodne są. Wyrwałam się więc w teren nocy przedsobotniej zbierać fotograficzną zachętę dla turystów i mieszkańców między padającymi płatkami śniegu. Niektórzy mówią, że nie lubię Pana Burmistrza. No cóż, bez cienia kokieterii wyznam: nie kocham wszystkiego, co Pan Burmistrz robi ale dla pewnych spraw szacunek mam. Też - dla władzy, jaką on sprawuje i reprezentuje. Dlatego pozwoliłam sobie dzisiaj na posiedzeniu komisji w sposób taktowny i delikatny zwrócić jego uwagę na inny aspekt tematu: Tarnowskie Góry i turystyka. Może chociaż spróbuje wziąć go pod uwagę. Napewno warto, jestem przekonana, bo chodzi o nasze miasto. 

     
    

Godz. 22:45 - jeszcze jakiś wpis na stronę radnej muszę wykonać i może skończę... zadaję sobie pytanie: trefna data???