Coś o szkole przed wakacjami.

W mojej pierwszej szkole rozpoczęło się wczoraj święto - obchody 75 lat istnienia. Pierwsza moja nauczycielka to Pani Maria Ćwiok; kto pamieta nazwisko i, co rzadsze, imię swego pierwszego nauczyciela? Drewniane ławki malowane na zielono i brązowo miały przepastną półkę pod blatem, w którym wydrążonu otwór na kałamarz. Obsadka i stalówka złożone razem stanowiły moje pierwsze narzędzie do pisania. L E K C J A.

Szerokie korytarze, ogromne, jasne klasy, tarasy dostępne na przewrach uczniom. "Nie biegajcie! Nie ślizgać się! Chodzimy grzecznie, parami!" Sale gimnastyczne z drewnianymi drabinkami, grubą, groźną liną przymocowaną u sufitu, parkietem śliskim i ciepłym. To przez 8 lat mój i mojego brata drugi dom - żenska "czwórka" i męska "dwójka" i jeszcze "trójka"; to miejsce pobierania pierwszych nauk przez moje kuzynki i kuzynów, przez moją mamę i jej rodzeństwo. Teraz - szkoła nr 3. I od zawsze czworoboczny murowany zegar w centralnym miejscu.

75 lat minęło od powstania polskiej szkoły przedwojennej na skraju miasta. Ogromna, nowoczesna, SYMBOLICZNA. W 1931 i 1932 roku jej pomysłodawcy, budowniczowie i inwestorzy określili się jednoznacznie: na tym terenie mieszkają Polacy.

Dwa zdjęcia pamiątkowe przekazałam pani dyrektor Pyce - z roku szkolnego 1939/1940 i z 1945/1946. Są na nich dziewczeta z tej samej klasy, moja mamusia z koleżankami i nauczycielem w garniturze, na zdjęciu starszym, oraz z księdzem na drugim. Na ścianie portrety "przywódców narodowych" odpowiadające czasom, w których wykonano zdjęcia.

Szkoła mimo zmieniających się co jakiś czas dwujęzycznych wpisów w dziennikach i historii nadal jest ta sama - tarnogórska.
...................................................................................