Widziałam film

Film był przyrodniczy. Samce wyznaczają granice swojego terytorium, zbliża się bowiem ruja, w której dochodzić będzie do zdecydowanych walk między nimi ale i do bliskich spotkań trzeciego stopnia ze zdobytymi i podległymi samicami. Teraz głośno ryczą, potrząsają łbami i kopią kończynami podłoże na widok rywala i tak sobie, dla własnej uciechy, bo czasem jednak im się nudzi.

Wrogie pomruki i poburkiwania mają odstraszyć inne zbliżające się samce, choć u innych silnych osobników zdecydowanych na podjęcie wyzwania budzą raczej pobłażliwe miłosierdzie okraszone pogardliwym wygięciem pokrytych sierścią warg. Widok przechadzających się wolno masywnych sylwetek dla obserwujących to wydarzenie członków stada: samic, młodzieży i dzieci, jest urozmaiceniem  codzienności.

 Atrakcyjność swą rujące się osobniki męskie potwierdzają raniąc porożem pobliskie pnie drzew i krzaki; powodują wiele zniszczeń wokół. Pozostawiają też z premedytacją na podłożu naturalny zapach w płynie - uryna, mocz, siki. Produkują ten fizjologiczny płyn w ilościach wydawałoby sie nieograniczonych i wylewają z anatomicznej jamy ciała na elementy otoczenia nie tylko jako informację o swojej obecności ale i ku uciesze chłonących podniecający zapach chętnymi nozdrzami osobników postronnych. Niektóre z tychże podobno dzięki niemu wpadają w stan euforyczny zbliżony do orgastycznego. Zapach władzy roznosi wokół na razie jeszcze lekki wiaterek, który wzmagać się będzie z biegiem dni.

Jakże miłe a pouczające i czasem rozweselające jest prowadzenie obserwacji życia jeleni.  

PS. I jakże tu nie widzieć analogii między zwierzęcym i ludzkim behawioryzmem.