Edmund Osmańczyk zasłużony.

"Paniii!!! Frelko!!! Pódźcie tukej wartko! Napiejecie sie s nami? Dyć nie lotejcie w ta i we wta, siednijcie sie tukej a weźcie ino ta flaszka. Pytomy wos piyknie!"
"Niy disiek, chopy, jo auto prowadza. A wy, karlusy pierońskie, ino doma dziecek a ślubnej nie piercie bez ta gorzała!".
 Dwóch grzecznych, uśmiechniętych panów przysiadło w płytkiej niszy zamurowanego okna w jednej z najbardziej imponujących ulicy Tarnowskich Gór. Ulica Osmańczyka jest przytulna choć nie higieniczna. Nie jeżdżą tamtędy samochody, gdyż ma około 2 m szerokości. Przechodnie zostawiają tu często gęsto płyn fozjologiczny zwany przez nich krótko szczynami. Psy - również ekskrementy o stałej konsystencji. W zakamarkach odłupanych płyt styropianu izolującego budynki niezidentyfikowani delikwenci zostawiają plastikowe i naturalne korki a nawet pamiątkowe miniaturki opakowań szklanych po wodzie ognistej i siarczkowym podobno winie. Ulica Edmunda Osmańczyka znosi te scenki obyczajowe cierpliwie; ale czy Osmańczyk spoczywa w spokoju? Jakie zasługi sprawiły, że imię jego nadano temu zakątkowi? Może ktoś z władz to wie? Wielu obecnych samorządowców pełniło takie czy inne funkcje w czasie, gdy umieszczono tablicę z nazwiskiem zasłużonego człowieka na rogu budynku.  Czy on rzeczywiscie zasłużył na to?