Trasa prawie zimowa

Sulejów - Adriana, Hajnos, Mazan - Tarnowskie Góry
....................................................................................................
Marzyły mi się spacery nad jesiennym akwenem. Zamiast nich były opady drobnośnieżne i mżące oraz kilkugodzinne wykłady i przedłużające się dyskusje nad ich tematyką. Dwudniowe warsztaty szkoleniowe dla diagnostów laboratoryjnych tak mocno obciążono materiałem dydaktycznym, że na jedyny spacer wzdłuż betonowego brzegu Zalewu Sulejowskiego przeznaczyłam tylko poranne 60 minut lekko pomżonych deszczykiem i oprószonych śnieżykiem. 

      

W sąsiedztwie znanego mi sprzed wielu lat zalewu, w połowie drogi między Tarnowskimi Górami a Wrocławiem, spotkałam koleżankę, z którą dnia 2 lutego pewnego roku broniłam magisterską pracę dyplomową. Kochana Krysiu. dziękuję za Twoją czujność  rozpoznawczą! Innej, w studenckich latach podobno spotkanej dziewczyny, Jadzi, zupełnie nie pamiętałam, jako i ona mnie, co nie przeszkodziło nam w wykonaniu w serdecznego uścisku.

      

Po zakończeniu szkolenia przed wrocławiankami stoi jedno zadanie - podróż powrotna. Przed pozostałymi uczestnikami również. Mam nadzieję, że wszyscy dotarli szczęśliwie do celu (pozostałe zdjęcia są w niżej umieszczonym albumie oraz na życzenie - w moim archiwum). 

Przedłużona ponad planowane 3 godziny podróż uniemożliwiła mi obecność na koncercie charytatywnym w muzeum na rzecz młodej tarnogórzanki, Adriany, jednak zdołałam uścisnąć kilka dłoni wychodzącym gościom i włączyć się do akcji materialnie. 

ALBUM FOTOGRAFICZNY otworzy się po kliknięciu miniaturki zdjęcia
     

Intensywnie 15-16.10.2009

Zaś w Galerii Natynku znalazłam się pod koniec wieczornego spotkania z Hajnosem oraz Mazanem. Kilka zdjęć obecnym siedzącym gościom i wiszącym na ścianach rysunkom wykonałam standardowo aczkolwiek w rozkołysanej wrażeniami dnia pozycji stojącej.

     

Leszek Mazan = Kraków. AKL = Tarnowskie Góry
 
Dopiero po 22-giej nastąpił mój powrót w miejsce, gdzie z kapciem w zębach bezgłośnie ale merdliwie witała mnie futrzasta-krótkoogoniasta właścicielka pary najbardziej uszczęśliwionych brązowych ocząt rozmaślonych pod szpakowatą grzywką (jak to w zwyczaju sznaucerków bywa). 

     
Odmieniony lecz rozpoznawalny gospodarz Klubu 22 niewidzialną grubą linią oddzielony został od wspaniałych gości, Panstwa Hajnosów. Nie na długo przecież, bo ...