Wieczorową porą.

Otrzymałam zaproszenie do kina. Przyjęłam je i wieczorem obejrzałam film. Polski. Z należną rodzimej produkcji uwagą. I z cierpliwością: przez 30 minut przed projekcją pokazywano reklamy, nastepnie przez pierwsze 30 minut filmu odbywały się rozmowy na poziomie amerykańskim (head hunterzy i takietamjeszcze). I z pewnym wzruszeniem, bo finalnie nastąpił happy end. I z konsekwencjami, gdyż w związku z tym kinematograficznym doznaniem nie byłam obecna na występie Tarniny.

     

Zdjęcie 1. Rodzime widoki. Kamienica sprzed stu lat, skromna ale kondygnacje różnia się od siebie - taka moda architektoniczna.
      
      
Zdjęcie  2.  We filmie fajniste synki pszajały gryfnym dziołuchom, kamraty rozprowioli wiela sie do, i inne ludzie chichrali sie abo nynali ino niy u nos- na Ślunsku, we familokach abo na grubie, ale jak to gorole - we bijurze, we fyrmie.
 Jaka firma znajdowała się w tej kamienicy? Jaki szyld albo znak tu wisiał?