Byłam w kościele.

Uroczyście i w podniosłym nastroju, podobnym do tego na niedzielnej mszy, publiczność wysłuchała wczorajszego wieczora koncertu w kościele ewangelickim. Fugi i preludia organowe, kantaty śpiewane z towarzyszeniem instrumentów strunowych (klawesyn też ma struny) chwaliły Pana.

„Jubilate Deo”
"Wykrzykujcie na cześć Pana wszystkie ziemie,
Śpiewajcie, wysławiajcie, głoście chwałę Pana"

Muzycy w widoczny sposób świętowali ten koncert, wyczuwalna była emanująca z nich powaga ale i radość z dobrze wykonanej pracy. Wyszukana w swym oszczędnym kroju koncertowa kreacja nie przytłoczyła czernią wiotkiej postaci solistki Karoliny Brachman. Zapamiętam sopranowy głos, twarz o regularnych rysach i ciemne oczy uszczęśliwionej danym jej przez Opatrzność talentem młodej śpiewaczki.

Repertuar poważny i „święty” muzycy oddali z pietyzmem należnym autorowi dzieł ale i z nowoczesną lekkością. Odległa epoka mnie nie przytłoczyła aczkolwiek monumentalny dźwięk organów wprowadził w podniosły nastrój.

„ Ach, te sidła i pułapki
moich wrogów widzę już.
Mimo to pewnie idę dalej,
aby moja droga przez świat i grzech
nie wiodła mnie do piekła.
Jezu, wspomóż mnie swym słowem.”

Psalm 31 wg Biblii Tysiąclecia

PS. Za tydzień na Gwarkach Kombii wyprzedzi Monisię Brodkę. Też posłuchamy.