Dożynki ledwo dyszące.

Chłopaki, na nic wasze mrzonki o obściskiwaniu lal za namiotami. Dziewczyny, nic z waszych marzeń o pomiętej bluzeczce. W zamian za to w najlepszym razie dzisiejszy deszcz może skojarzyć się wam z wodnymi igraszkami.

Igraszką dla deszczu i wiatru były dziś parasole, namioty, śmietniki dożynkowe – powywalane, podarte, porozrzucane. Żywioły zadrwiły z organizatorów imprezy i źle obeszły się z niedoszłymi konsumentami napitku chmielowego i zakąsek zgrillowanych do zwęglenia.

Jeszcze w atmosferze pozytywnej nadziei pełny opanowania przemówił do niedoszłych zabawowiczów Pan Piotr Szczęsny – Przewodniczący Rady Miasta i zarazem mieszkaniec Bobrownik. Przywitanie było ciepłe i od serca pomimo wiszących nad nim chmur. Burmistrz Arkadiusz Czech z wręczonym bochnem chleba też uczcił doroczne święto formalnymi słowy o wydźwieku radosnym i przyjaznym.

Później oficjałowie i inni zaproszeni (lub wproszeni) zaczęli się rozchodzić gdzie bądź w oczekiwaniu zmiłowania niebios i poprawy pogody. Jedni spędzą ten czas racząc się wychłodzonymi naturalnie niską temperaturą napojami, drudzy rozglądając się za miłością od pierwszego wejrzenia (chociażby trwała tylko dzisiejsze popołudnie) a jeszcze inni przygadując ze znajomkami pozostali na pobitewnym placu.

Gołembiorzom ptoki sie udały, trza to pedzieć.