Po myśliwsku, po śląsku

Duża tablica informacyjna w Hanusku dotycząca pobliskiej restauracji/hotelu "Dworek Myśliwski" w Brynku. A na niej coś jakby: "Zapraszamy na pizzę". Wcale mnie nie dziwi domaganie się występów strongmenów, missek i Dody przez część publiki w czasie historycznego święta gwarków tarnogórskich. Jest domowo czyli internacjonalnie.
...........................................................
 To jest tak: mamy grilla czyli piknik albo biesiadę w ogródku. Jest kruponiok - z keczupem, kołocz - z lodami, woda mineralna i soki oraz... na szczęście tradycyjnie po śląsku - coś mocniejszego do popicia.
Mam takie familijne wspomnienie z dzieciństwa: geburstag omy. Ciotki pijom bonkawa i zajodajom kołocz a dzieciarnia ganio wedle klopsztangi. Zajsik opa Francik, ujek Herbert i Paulek siedli we drugiej izbie ze kartoma do szkata. - Ty, Paulek, Mosz? - Ja, mom! - A ty, Herbert, przyniósżeś? - Ja , nie bójcie sie, mom, mom! Łobejrzyjcie ino! - A ty, Zeflik! (to do sąsiada). Przyszed żeś, to godej! Nic nie godosz! Zapomnioł żeś abo co? - NIYYYY, Francik, Niyyy! Zarozki z mantla z antyrja przyniesa!

 I na stole pojawiała się buteleczka o długiej wąskiej szyjce - jedna albo dwie (ćwiartki czystej gorzołki) i paczka cygaretów.

- Ale, ale, dyć tobie, Herbert, nie wolno kurzyć. Zapomniołeś, żeś mioł zawał?
- Dejcie pokój, chopy, Jo przeca chca zyć! Toć nie bruździjcie mi aby dzisiok, we gebusrtag!
Szkat... rzecz dla trzech śląskich brydżystów z kibicem.

       
Dominacja mężczyzn na tarnogórskim rynku albo scenie lokalnego życia - jakaś ważna osoba z długimi włosami (król?) i 4 panowie. No i gdzieś z boku kobieta, tu radna Alicja Kosiba-Lesiak w mieszczańskim stroju znanej (obecnie?) XVII-wiecznej tarnogórzanki. Jakiej?