Barier(k)a przed ratuszem zd(b)ublowana.

Przed dwoma tygodniami otrzymałam mailem pytanie o pochodzenie barierek przed ratuszem. "O co chodzi?" Na wstępie sama sobie zastukałam do 4 klepek. "Gdzież tam są jakieś barierki?" W ostatnim "Gwarku" pojawiła się wypowiedź czytelnika, którą skojarzyłam z wcześniejszym postem. Otóż to! Na tle drzwi wejściowych z kutą, zdobną w gałązki i główki ptaszków kratę - dwie barierki ze stali nierdzewnej, tak czy nie? Współczesna koncepcyjność dała wyraz swej wyższości nad twórczą myślą rzemieślnika-artysty sprzed wieku. I znowu skrzyżowały się drogi historii z teraźniejszością - mocny zgrzyt.

      
       

Zdjęcia barierek nie zamieszczam - gładkie, śliczne, centralna lokalizacja, więc niejeden zobaczy. Natomiast z boczku rynku, ul. Gliwicka, kamieniczka podzieniowa z XVI wieku. Przez lata oblewana wodą z nieszczelnej rynny - efekt nie błyskotliwy bynajmniej. ale też łatwy do zauważenia. Właściciele, wspólnota mieszkaniowa, rozpoczęli remont od zdjęcia starego dachu. Będzie lepiej.

     
    

Kiedy przechodzę chodnikiem przy ścianie tej kamienicy nie mogę nie spojrzeć na kamienne płomienie przy kolistych obramieniach okien i drzwi. Gdy stoję po przeciwnej stronie ulicy, pod halą targową, podnoszę głowę - tam też są Tarnowskie Góry, w maszkaronach, balkonach, gzymsach. Całość przepięknie odrestaurowana przez właścicieli; państwo Majkowie cieszą się teraz widokiem budowli a ja z nimi. I dziękuję Państwu, też mieszkańcom. Takich jest więcej, to pewne, bo widać wokół, więc: głowa do góry, Tarnowskie Góry! Mamy powód do dumy.