Serce miasta

 Na tarnogórskim forum dyskusyjnym gazeta.pl pojawił się temat "Serce miasta". Przypuszczam, że dysputanci - na razie zaledwie kilku i dość leniwie, w poszukiwaniach miejskiego serca będą snuć domysły (co do jego położenia w organizmie Tarnowskich Gór), domniemywać (stanu jego zdrowia lub chorowitości), dociekać (mechanizmu jego pracy). Widać z niewielkiej liczby wpisów, że dyskusja nie rozhula się, jak przy tematach politycznych. Zagadnienie zbyt serdeczne, czy za mało krwiste? A że kierunków rozwoju dyskusji mogłoby być co najmniej trzy, więc chyba jednak dyskusja się rozwinie.

1. nasze miasto serca w oryginale nie posiada a zaledwie jego namiastki i to w coraz większej liczbie - w miejskim krwiobiegu mieszkańcy i goście bowiem utrzymywani są w ruchu głównie dzięki marketom. Rozkurcz, skurcz, rozkurcz, skurcz. W tempie wolnym, dobowym; w dzień - rozkurcz, zasysanie klientów, i noc - wypuszczenie niby-krwinek z komór i przedsionków. Wolne ruchy, ale faza długa i skuteczna, bo przy
okazji odbywa się trzeci, ukryty tryb wysysania podciśnieniowego pieniędzy z portfeli indywidualnych i centralnego. Tryb uruchamiany jest rutynowo po podaniu hasła: "Gdzie taniej?".

2. miasto ma jakiś szczątkowy organ - poranioną starówkę. Naczynia wieńcowe - ulice i uliczki, zapychane są jednak przez złogi samochodów przyklejających się do ścian stuletnich kamienic. W czasie ponad 20 lat (do nadal) samorządzenia w zmęczoną urbano-tkankę wpychane są sztuczne artefakty, a to budynek megafuturystyczny, a to jamnikowopodobna struktura, a to jazgotliwe kolorystycznie śmieciołykawki.  

3. serce miasta, jakby słabe i cierpiące na chorobę nie zdiagnozowaną, jednak istnieje - to rynek miasta, aorta to ulica Krakowska, naczynia wieńcowe - Gliwicka, Górnicza, Ratuszowa, Piastowka, Tylna i inne uliczki staromiejskie. O innych ulicach starego miasta nie zapomnę - żyły i tętnice. Ale to nie to serce sprzed wieku i wieków, takie jakich poszukują turyści z europejskich szklanych domów: ciepłe, uduchowione, przyjazne. Tarnogórskie serce trzeba pokazać mądremu lekarzowi, pozwolić mu dotknąć murów budynków, poprosić o receptę na uzdrawiający lek.

Kurację zaordynować moze będzie trzeba też innym organom i członkom miasta, tym zapomnianym albo niechętnie wspominanym. Warpie, szyby, mały kamieniołom... Ten ostatni pamięta jeszcze koncert Józefa Skrzeka - w naturalnym powydobywczym
amfiteatrze.