W Tarnowskich Górach, na rynku, w kościele ewangelickim...


 
       

O odejściu z Tarnowskich Gór księdza Szymona Czembora dochodziły mnie wieści już od pewnego czasu. Teraz, gdy potwierdzono oficjalnie objęcie przez niego parafii w Szczytnie, uzmysłowiłam sobie, że nazwisko proboszcza tarnogórskiej parafii ewangelicko-augsburskiej wcale nie rzadko pojawiało się w lokalnych mediach, w
wydarzeniach z życia tutejszej społeczności. Działo się tak, ponieważ kontakty księdza z władzami miejskimi, organizacjami społecznymi, tarnogórzanami, określiłabym jako wyraźne i wyraziste.

Dzieci z czasów mojego dzieciństwa i nastoletniej młodości, oglądały zwykle drzwi kościoła na rynku zamknięte. Rzadko widać było kogoś wchodzącego przez nie, lekko uchylone, do mrocznego wnętrza. Nasze babcie podtrzymywały przez wiele lat niemą tajemnicę wokół tej budowli, która robiła na nas wrażenie chłodnej, nieprzyjaznej, obcej.
Dla niektórych kościół ten po prostu nawet nie istniał, a jego kamienne mury niejeden mijał z obojętnością, bez zainteresowania, a bywało, że jakby bez świadomości, bez wiedzy o ich istnieniu. Gdy zniknął z powierzchni ziemi, z terenu za nieistniejącą już Bramą Krakowską cmentarz ewangelicki, ta świątynia, jako jedyny materialny i nazwany widoczny obiekt dawała świadectwo obecności w Tarnowskich Górach innej niż katolicka religii.

Drzwi kościoła otworzyły się szeroko, gdy przed kilkunastu laty mieszkańcem naszego miasta został pastor Szymon Czembor. Przez te lata przyjmował słuchaczy na koncertach muzycznych, uczestniczył w nabożeństwach w intencji Ojczyzny w naszych kościołach, w uroczystościach miejskich, brał udział w "Dniach Gwarków", w współpracował z Muzeum, latem otwierał kościół dla turystów i miejscowych zwiedzających, prowadził cierpliwe i spokojne dysputy w duchu ekumenizmu, tolerancji i poszanowania bliźniego. 

"
I have a dream". Marzy mi się, aby na Mazury wraz z dotychczasowym proboszczem tarnogórskiej parafii luterańskiej, pojechała cząstka, drobina mała ale dobra, naszego miasta, małe piórko srebrnoskrzydłego ducha miejskiego, tutejszego genius loci. I oby usłyszano tam, na odległym krańcu Polski, o naszym małym mieście, w którym żyli przed stu i więcej laty w zgodzie ludzie kilku wyznań, kilku narodowości..

Zorientowałam się dopiero co, że w niewielkiej książeczce na temat historii Parafii pod wezwaniem Zbawiciela (autor: Szymon Czembor) brak odcisku pamiątkowej pieczęci z różą Lutra i autografu autora. Jutro? Pojutrze? Kiedy brak ten uzupełnię? Czy zdążę? I czy zdążę uścisnąć na pożegnanie Ojcu dłoń, serdecznie i szczerze, po tarnogórsku. Z jednym krótkim słowem: "Dziękuję".