Lost TG.

Rzadko przychodzę do pizzerii Mamma Mia; jedynie wyścigowe tempo jakiegoś dnia kieruje mnie na schody, jak mawiała moja babcia - masarni. Teraz pod ten adres przyciąga mnie nie tylko całkiem niezły "podpłomyk italski" czyli pizza w różnych wersjach ale też chęć doznania innych niż kulinarne bodźce.
       

Zdjęcie - zachęcam do obejrzenia tego starego, nowego miejsca w narożnej kamienicy u zbiegu ulic Strzeleckiej i Sienkiewicza.

Lokal przeszedł niedawno niewielki remont. Zniknęły dziwaczne drewniane deski, które zastawione były zbieraczami kurzu - butelkami, kubkami, wazonikami czycósiktakiego. Zostały stuletnie kafle pobłyskujące glazurą na ścianach i chociaż w niektórych miejscach płaszczyzny bieli i zieleni "nadkancerowane" zostały naturalną erozją użytkowania, podziwiać można umieszczone na nich sylwetki roślin niosących w górze korony kwiatów i sięgających korzeniami podłogi.
Jestem pewna, że istnieje gdzieś w mieście, a z pewnością poza nim, wiele bardziej wyszukanych wzorów i więcej bardziej precyzyjnie wykonanych starych płytek ale widok tych właśnie potrafi ukoić moją duszę.
I mniemam, że właściciel lokalu w tej narożnej kamienicy pozostawił te kafelki na ścianach także ze względu na siebie, ku zaspokojeniu własnej wrażliwości estetycznej. Może z nostalgii, z podziwu dla pracy dawnych rzemieślników, na pamiątkę starych, pięknych i zamożnych Tarnowskich Gór?
 Wynoszę z dawnej rzeźni włoską a jednak polską pizzę z uśmiechem, z optymizmem; z obrazkiem biało-zielonych kwiatków i kraciastej ściany. Not lost TG.