Mnóstwo się działo, a co zostało...

Na miesiąc, ba ... i później: na dwa tygodnie przed świątecznym weekendem w papierowym śląskim "afiszowisku/plakatowisku" kulturalnym czyli w dodatku DZ "będzie się działo", nie znalazłam tyciej nawet informacji o tarnogórskim święcie miasta - Dniach Gwarków. Liczącą sobie 55 lat Perłę w Koronie Śląska 2011, w Roku Jubileuszowym Tarnowskich Gór, przykryło kilkadziesiąt innych drobnych imprez i "roztrąbiona" 147. rocznica "urodzin" Katowic. No cóż, jedna ciarka to nic, dwie, trzy - niewiele, ale po moich plecach chodziło nerwowych ciarek mnóstwo nawet wówczas, gdy w dniu rozpoczęcia Gwarków wreszcie zobaczyłam w "będzie się działo" dwie informacje tematyczne.

Ufff...Goście dopisali, według gustów co chcieli, dostali. Koniec. KONIEC! Historia miasta splątała swe wątki z wątkami tkanin minispódniczek i między fałdami tychże wirowała jak w staromodnej wyżymaczce albo pralce. Dość, że echa imprezy zabrzmiały pozytywnie. Wielogłosowa społeczność usługodawców i usługobiorców "masowych" przez 3 dni biła decybelowe osiągi  młotów pneumatycznych i silników rakietowych.

       

Zdjęcie - gdy pierwsi "rozrywkodawcy" instalowali swój ekwipunek, a także gdy go po kilku dniach pakowali, na ulicy Krakowskiej, przy kamienicy pod numerem 12, uwijali się budowniczowie. W portalu spod narzędzi fachowca wyłaniał się zarys wydętych wiatrem żagli żaglowca, przez lata poddawanego niszczącemu działaniu erozji.  

Dość, że organizatorzy starali się dobrze i takoż pokazali, czego nie omieszkał zauważyć pan Burmistrz w swej blogowej wypowiedzi wyróżniając m.in. panią Alicję Jaworską z TCK i reżysera pochodu historycznego, pana Andrzeja Książka. Sam zresztą i Pan Burmistrz nieźle się naśmigał przed i w trakcie Gwarków, na tzw. scenie życia rozrywkowego miasta oraz na jej zapleczu, stosując się do zasady: "pańskie oko konia tuczy". Media dopisały: prasowe, telewizyjne i internetowe, obecność swą w TG potwierdziły relacjami audio, wideło i papierowo, co zapewne zaowocuje czymś nie sprecyzowanym jeszcze (może władze wiedzą, bo przecież planują wcześniej owoce swej pracy) ale miejmy nadzieję, pożytecznym.  

       

Zdjęcie - W "Starej Stajni u Wojtachy" na popas stanęli żołnierze Żółtego Regimentu z zamku w Gniewie. Tę malowniczą grupę na drugim krańcu kraju wypatrzył i po raz kolejny na pochód sprowadził pan Andrzej.

PS. Pan Andrzej, pasjonat lokalnej historii, został zwycięzcą tegorocznego konkursu tygodnika "Gwarek". O czym gratulując mu z satysfakcją donoszę. Czy w tym konkursie wiedzy o mieście wzięli udział samorządowcy, tygodnik nie podał. Ale myślę, że tak właśnie się stało. Bo dlaczego nie, skoro w biegu po parku miejskim obecność swą zaznaczyli.