Lubię niedzielę

Najpierw w Parku Wodnym złożyłam reklamację (humorystyczną) miłym paniom z kawiarenki na antresoli. Otóż „kawa Alicji” została wadliwie podana – wbrew recepturze na talerzyku obok filiżanki położono 2 kostki cukru i łyżeczkę. Reszta się zgadzała – nie zdradzę detali. No cóż, nie mogłam się oprzeć i zgarnęłam po kolei kostkami cukru spienione mleczko i ... grzech łakomstwa gotowy. Oparłam się łyżeczce – nie oblizałam jej.

Zwykle o tej samej porze w niedzielę na tarnogórska pływalnię przyjeżdża z Częstochowy grupa pracujących w Polsce mieszkańców Ukrainy bodajże (czy dobrze pamiętam?). Udało mi się гоьорить пο рускому языку, czy się udało napisać?

Na poziomie zero (0) przy braku klientów zrobiłam zdjęcie paniom w kasach czyli w akwariach; bardzo, BARDZO, B-A-R-D-Z-O je lubię, za uśmiech, schludność, spokojny głos. Już pamiętają, że jestem nosicielką karty płatniczej na usługi sportowo-rekreacyjne.

Czerwone wino, wytrawne, o wyrazistym bukiecie, ze szlachetnych winnic południowej Europy. To smak koncertu Pod Renesansowym Stropem w muzeum, gdzie sala z trudnością pomieściła publiczność. Pani dyrektor Krzykowska jest właściwą osobą we właściwym miejscu. Zapewnia różnorodność imprez nie tylko wystawienniczych, muzealnych ale i żywych, żywotnych, życiowych przez cały rok kalendarzowy. Acha...zapiski z koncertu zrobię jutro ale nie oprę się chęci utrwalenia już dzisiaj zjawiskowej z pozaprzestrzeni kosmicznej wokalistki. Aplikacje gorsetu, ozdoby drapowanej sukni z tafty, paznokcie u dłoni miały kolor bordowego wina. Zresztą moim zdaniem kostiumy wszystkich czworga występujących państwa były w doskonałym guście. Tego oczekiwałam, to także należy docenić.