Dni mijają, "śpiewy" puzonów zostają.

Dni mijają jeden za drugim, a ja nie nadążam za żadnym z nich. Bieżące wydarzenia cofają się błyskawicznie w przeszłość przeistaczając się we wspomnienia, pozostawiając po sobie ślady w moim aparaciku fotograficznym. Poniżej jeden z wielu takich śladów, przyjemnych i zatrzymanych z przyjemnością. Spróbuję powrócić po nich do innych podobnych. Poszukam w moich wcześniejszych wpisach blogowych, na stronie internetowej naszego muzeum, i z pewnością znajdę; czterej młodzi panowie z ich błyszczącymi instrumentami.

 Kwartet muzyków pod nazwą "Śpiewające puzony" gościł w TG na pewno przynajmniej drugi raz, w ostatnią niedzielę, 14 kwietnia. I odniósł swym koncertem drugi sukces, którego między innymi i ja byłam świadkiem. Niezwykli wirtuozi, rzadki zestaw instrumentów dętych, repertuar łączący kilka wieków liczące utwory ze współczesną muzyką filmową. Jakże mogłoby byc inaczej - skazani na powodzenie.
Zdjęcie
           

Zdjęcie - ponad 60 osób usłyszało wspaniałe zestawy dźwięków: ciepłe pomieszane z chłodnymi, matowe i ostro brzmiące. Pełny komplet słuchaczy uraczony został bisem a wybrane urocze wielbicielki - bliskością kochających i godnych kochania tatusiów.