Letnia tęsknota spożywcza - chłodnik.

Letni sezon w Polsce nie różni się prawie wcale pod względem spożywanego przez rodaków menu od pozostałych pór roku. A przecież znane w dawnej kuchni polskiej i rozpowszechnione zupy owocowe i chłodniki z warzyw, obecnie prawie zupełnie wyginęły niczym gatunki flory i fauny. Co jadamy? Jest zwykle zupa pomidowa, żur, rosół, ogórkowa, barszcz, jarzynowa itp w modyfikacjach przez 365 dni kalendarzowych.
Marzy mi się w środku upalnego dnia chłodnik w porze lunchu na stoliku letniego ogródka. A mam co? Figę z makiem. Znaleźć chłodnik w polskim lokalu, to jak wygrać w totka. Chociaż... nie! Zdarzyło mi się, i to w którejś z tarnogórskich restauracji, w nieodległej przeszłości. Poszukam i tego lata.

A zamiast zupy pomidorowej z makaronem lub ryżem podpowiadam chłodnik-krem z pomidorów na domowy szybki, niemęczący wysoką temperatuą posiłek. Oto najprostszy przepis.
Świeże pomidory bez skórek zmiksować, dodać pół łyżeczki oliwy (u mnie w kuchni jest zwykle olej z pestek winogron), jogurt naturalny albo śmietanę (lub ich mieszankę) dolewać w ilości według gustu i tak, aby otrzymać konsystencję bardzo gęstej śmietany. Przyprawy: sól, pieprz, może być starty ząbek czosnku, posiekany koperek, pół jajka na twardo - wszelkie indywidualne fanaberie dozwolone. Mogą być drobne grzanki z pieczywa razowego (albo innego), może i tarty ser pływający na powierzchni.
Smacznego!