Światło i ludzie jesienią.

Pomimo tego, iż minęły już najbardziej rozświetlone noce listopadowe, to pociągnę w blogu wątek światła. W kierunku paliwa. I rynku. I posągu-figury. I osoby, która odeszła a jednak została zapamiętana. Oto Jan Józef Ignacy Łukasiewicz a właściwie forma jego upamiętnienia czyli rodzaj pomnika. Chemik, farmaceuta, przedsiębiorca, rewolucjonista, społecznik, działacz niepodległościowy, szlachcic i wynalazca lampy naftowej.

           


 Na pozbawionym ogródków kawiarnianych, zwykłych w miastach o charakterze turystycznym, przestrzennym rynku, przed dwoma laty wyremontowanym za ponad 10 milionów złotych, z boczku, na ławeczce „usadzono” postać Łukasiewicza z lampą naftową w ręce. „Twardy” a jednak życzliwie wyglądający mężczyzna nie odsuwa się ani nie odchodzi, gdy ktoś z odwiedzających miasto lub mieszkaniec zechce usiąść obok, dotknąć jego dłoni, objąć ramieniem jego ramiona albo przytulić policzek do jego twarzy. W Tarnowskich Górach takiego Łukasiewicza nie ma. Rynek oczywiscie jest na swoim miejscu. .