Po „Śląsku” i po Zdebiku.

 W niedzielę przed południem dziewczyny namalowane na renesansowym muzealnym stropie uśmiechały się do przystojniaków z zespołu ‘”Śląsk”. Chłopaki z portretów pomrukiwały z zadowoleniem patrząc na dziewczęta w śląskich strojach. A publiczność zaatakowała na stojąco koncertującą szóstkę gromkimi oklaskami, spod których artyści umknęli dopiero po dwóch bisach.

 W składzie zespołu z pierwszego naboru Hadyny znalazła się najmłodsza siostra mojej mamy, niespełna 16-letnia Dorotka. Gdy przebywała w domu moich rodziców, często gęsto schodziła akustyczną klatką schodową śpiewając gamy albo „Od Siewerza jechał wóz” i inne piosenki z repertuaru „Śląska”. Była niezwykle barwną dla mnie i dla ówczesnych, nie tak licznych jak dzisiaj, tarnogórzan postacią. Wprowadzała na ulicę Krakowską światową modę przechadzając się w bucikach na cieniutkich szpilkach a na sztywno ufryzowanych, rozjaśnianych włosach nosząc szyfonową lila chusteczkę.

KLOMPY. Klompy. Miarkujcie ino! Nie bydzie żodnych klompów w zdebikowych makówkach! Som Zdebik mi to dziś pedzioł. Jakżech boła mało dziouszka a mój bracik bajtlik, to my gibko lotali w sobota ku jego sklepowi na Górniczo coby kupić lody po 50 groszi za gołka. Terozki gamba mie sie smieje do pana Zdebika, kiery łozprowio o reikach i radiestezyji.  A pani Ania (w sobotę zdawała egzamin w CKU) uśmiecha się a nie wyśmiewa tych pogaduszek. Dowiaduje się przecież o historii naszego kochanego miasta z pierwszej ręki/rak/ust.
......................................................................
PS. Za dwa dni środa; nie tylko sesyjny dzień.
PS 2. Zagubieni sobotni wojacy znaleźli się w Klubie 22.


 icon_lol