Weekend, weekend i już po...

Weekend zaczął się jak zwykle w piątek, po zakończeniu dnia pracy – wiadomo. Później nastąpiły jeszcze dwa dni - wczorajsza sobota i nadal jeszcze trwająca niedziela. Kto chciał, wypoczywał i to tak, jak chciał. Jest tyle sposobów na „zastój” i na „rozwój”, ilu osobników w populacji ludzkiej ekosystemu miejskiego.

Niektórzy zdecydowali się spokojnie i na luzie w piątek udać do biblioteki w Nakle Śląskim. Precyzuję - na spotkanie z autorem wydanej niedawno dzięki finansom gminy Świerklaniec kroniki Nakła Śląskiego spisanej przez pana Stanisława Markowskiego z udziałem mieszkańców – jak podano na stronie tytułowej. Kronika dotyczy wydarzeń nakielskich w latach 1945 do 2010.

Duże lokalne wydarzenie! W sali biblioteki stłoczyli się przybyli mieszkańcy Nakła i Świerklańca, zmieścili się również „samowolnie” przybyli goście z TG. Wszystkich jakieś 50 osób. Mniej zapobiegliwi i spóźnialscy odstali swój czas ale, zapewniam – nie nudzili się.



Zdjęcie  -pierwszy  z lewej – wójt Świerklańca, pan Kazimierz Flakus, obok niego „kronikarz’ – pan Stanisław Markowski.

Kto zaś zechciał rozerwać się "wybuchowo", następnego dnia, w sobotę mógł udać się na rynek, gdzie, jak zapowiadał już od miesięcy magistrat – dudniła kultura. Dudniła ponoć właśnie ona ale czy aby na pewno prawidłowo zidentyfikowano autorstwo dudnienia? Z okazji jubileuszu 10. lat europejskiego zjednoczenia unijnego urząd miejski bardzo się postarał o tzw. atrakcje. Ten kto w nich uczestniczył, mógł chwalić albo narzekać – metalowe bariery nie stanowiły dla pochwał i narzekań barier. Podobnie jak i plecy chyba 70 lub więcej ochroniarzy, strażników miejskich, policjantów, ratowników medycznych, strażaków,  akustyków, pomocników ds. różnorakich i innych też.


Zdjecie – Zgodnie z zapowiedziami, wszystko idzie jak z płatka w zakresie zagospodarowania rynku. Oto piątkowe przygotowania przed imprezą masową na terenie nią objętym. Do Bytomia nie trzeba jeździć, aby zobaczyć, dotknąć, być i mieć. Wzór drewnianej zabudowy miejskiej łatwo przeniknął na nasz rynek z rynku sąsiedniego miasta.