Czwartek-wieczorek rynkowo-parkowy

Między niedzielą a niedzielą, wspominki się do mnie kleją.  I oto jedno na temat rynkowo-parkowy a wraz z nim ważne i nie całkiem poważne spostrzeżenia.

Rynek w Głuchołazach nie jest podobny do tarnogórskiego, bo m.in.:

1.       Nie posiada dużej, „czystej” płyty głównej. Właściwie nie ma, tak jak tarnogórski plac, rozległej płyty brukowanej, pustej, niezagospodarowanej. Są za to na nim liczne stałe, całoroczne elementy o różnych gabarytach – ożywione i „martwe”

2.       Większą powierzchnię rynku zajmują trawniki i rabaty kwiatowe z krzewami, drzewami i ławkami, pocięte brukowanymi alejkami. Pokusiłabym się określić go jako rodzaj „rynkowego założenia parkowego”, może nawet podobnego do tego opisanego w jednym z opowiadań książki „Obcy” Mieczysława Filaka.

 3. Tę zieloną, centralnie położoną przestrzeń otoczono jezdnią, chodnikami oraz kamieniczkami. Parkują tu też wokoło samochody; włodarze miasta postawili prawdopodobnie na zrównoważenie sił przyrody parkowej z siłą koni mechanicznych. Zarówno zieleń jak i parking są dobrze utrzymane i schludne, a otaczające plac kamieniczki nie posiadają stygmatów banerowo-reklamowych . O nie! Jest wyjątek w postaci uprzywilejowanej kamieniczki, która oklejona jest banerami od parteru do trzeciego piętra.  


Zdjęcie. Który rynek ładniejszy, lepszy, użyteczniejszy? Tarnogórski czy „głuchołazowy”? No i jeszcze ratusz. Magistrat mieści się w trzypiętrowej kamienicy.