Kulturalnie i po śląsku (?)

Zupa meksykanska w greckiej knajpce pod nazwa El Greco nie może nikogo zaskoczyć, tak jak ciepła kurtka okrywająca młodego greckiego "restauranta". Krótka przerwa na posiłek dobrze mi zrobiła, zwłaszcza za przyczyną świergolących papużek (papużki do kotleta - tez cos nowego:-)

Na wernisażu w Nakle stawili się przedstawiciele Starostwa, Rady Powiatu i Rady Miejskiej, mediów i kręgów artystycznych i intelektualnych Śląska. Brzmi nieźle i można by powiedzieć, pompatycznie. Ale nie, było naturalnie, nie sztywniacko, jednak nie naiwnie, choć kolekcja Barw Śląska opiera się na dziełach sztuki intuicyjnej czy też naiwnej. Panoczki, dowejcie ino sam pora inkszych łobrozków. Ino we zomku wyrychtować trza wjyncyj placu.


Kolekcjoner Stanisław Gerard Trefoń(drugi z prawej) w towarzystwie Franciszka Żurawki (pierwszy z prawej) otwiera wernisaż Floriana Zająca – w środku. Po lewej stoi Erwin Sówka z małżonką.

Henryka Wańka nie przysłoniłam własną osobą, więc umożliwiło mu to niezakłócony pobyt w Innym Śląsku. Goście z TG , Katowic, Zabrza, Gliwic, i innych „nudnych dziur” Śląska zjechali dzisiejszego wieczoru, zasiedli na licznych krzesłach, podpierali ściany, wykurzyli dziesiątki papierosów (Bożenka bolała nad tym dramatycznie) i tęgo konwersowali. Wyłowiłam zbieżność rysów twarzy niektórych postaci rysunkowych z cechami lica autora rysunków i rysuneczków eksponowanych na ścianach galerii. Zapytany przeze mnie o „autoportreciki” Waniek przyznał się jedynie do rysowania ich podczas rozmów telefonicznych i słuchania radia i nie potwierdził celowego „samosięportretowania”. Potwierdził natomiast własnoręcznym podpisem autorstwo książki, rozdzielonej w niewielu egzemplarzach wśród słuchaczy. Uwaga! Pan Henryk nie lubi oglądać filmów, chyba że są dobre. Dodam, że jego słowa pochodzące z artykułu ubiegłorocznego o TG cytuję na mojej stronie www.alicjakosibalesiak.tgory.pl.

Nauczyciel wychowania plastycznego z LO Sempołowskiej i artysta plastyk, Edward Inglot, zaskoczył mnie po xxx latach swą obecnością na spotkaniu z Wańkiem i, co tu dużo mówić, nieszablonową, malowniczą sylwetką godną nie tylko artysty ale może też Skarbnika z kopalni srebra. Niezwykle lubiany w szkole, zaledwie rok prowadząc przedmiot, zapadł mnie samej i innym uczniom klasy maturalnej w pamięć i serce. Jego kopia genetyczna, czyli syn, wykonał zdjęcia ojca obściskiwanego przeze mnie publicznie a także w obecności szanownej małżonki i przedstawicieli licznej rodziny. Dużo, dużo zdrowia życzę Panu, Panie Profesorze, i rodzince!