Cyberniedzielnie.

Ostatnio niemal każdy poranek świąteczny czy roboczy otwiera się dla mnie w podobny sposób: szaro-buro za oknem, stuku-puku w klawisze, smak mięty na gorąco... Czy jestem jeszcze zdrową istotą, czy też już cyber-jednostką po transplantacji trybów i trybików, chipów i układów scalonych, styków bezstykowych? Jeszcze nie cyber, tylko nie cyber! Bo przecież czy to analityk, czy nauczyciel albo radna znajduję instynktownie to, czego nie widzi e-jednostka. I oto:
........................................
Pani Ilonka z latającego Galeona; nie, nie Latającego Holendra a „Galeona”, który zawisł nad głowami kasjerek i klientów Parku Wodnego. I dalej: pozuje ona dla mnie już po raz drugi (pierwsze zdjęcie zepsuło be-ujęcie mojej osoby).

Teraz dla potomności Pani Ilonka "obfocona" zostaje w pojedynkę; nie liczę jej potomka, który zastuka do bram ziemskich za 6 (?) miesięcy.

Staroświecka Ilonka w modnej rdzawej fryzurce zapewnia, że nie będzie cedować swych czynności matcznych na przechowalnię czyli ...żłobek. Przygotowała zasób miłości na trzy pierwsze lata życia dziecka. Później kochać je będzie mocno, mocniej i najmocniej, jak umie mama, chociaż planuje powrót do pracy zawodowej. Z jej dbałości o porządek za barem i na stolikach wnioskuję, że zapewni rodzince zdrowie ciała i ducha!
........................................................................................
Panie Dawidzie! Jest Pan dobry w roli starosty grupy i doskonale spisał się Pan w roli kierownika wycieczki po Tarnowskich Górach!.
”O! Tam jest ładny zabytek! To warto sfotografować!” - przechodząca pani wskazała w kierunku rynku .
„Dobrze, obejrzymy dokładnie, bo my nie stąd. – odpowiedział młodzieniec i cicho dodał – „ ...ino z Potępy...”.
Na rany...! Nie chodziło jej o dom Szymkowica czy kamieniczki z podcieniami! Ale o tę leżącą pod płytą rynku dziewoję z silikonowym biustem wystawionym na darmowy pokaz!

icon_cool