Od uśmiechu do zadumy.

Nie... nie... niedziela będzie w moim blogu dopiero za chwilę. Teraz jeszcze sobotnie popołudnie – oto ja z pieskiem w koreańskiej puszce. W brzuchu smoka: nowożeńcy czy goście weselni? Goniłam, goniłam, nie dogoniłam młodości. Cóż, zostanę tylko ze zdrowiem i urodą :-) Życzę szerokiej drogi w życie, Młodzieży!


 
Niedziela, ósma rano. Przesądna nie jestem ale trójnogi zając pasący się na klepisku gruntowej drogi, na dodatek dziurawej... Oj! To może być zła wróżba. A kysz, kysz, siło nieczysta! Truś, truś, Zajączku-Kicałku !!!

Wchodząc do Parku Wodnego mogłam spodziewać się stanu wyjątkowego (?). Rozglądnęłam się za mundurowymi (były tu odpowiednie służby dwojga rodzajów dwukrotnie w ciagu tygodnia); nie wypatrzyłam – zapłaciłam, weszłam, moja strata. Widzę: głowy klientów nie są zagrożone załamaniem się pod własnym ciężarem przezbrojonego stropu (mówi  się, że podobno przeciążonego fakturami), czyli stanu zagrożenia życia nie ma jak na mój rozum. Woda wypełnia baseny ale nie wszystkie. Za to pieniądze klientów wypełniają kasę Parku, nawet gdy usługa nie jest taka, jaką zadeklarował usługodawca. Ktoś ma główkę do interesów albo sporo tupetu, no nie? Wow!

Bardzo poważna uroczystość wymaga skupienia. Pisanie o niej odłożę na jutro. Temat - Rodziny Katyńskie, msza. Ale... ale... niech się zacznie

Młodzi na początku, niechże i młodzi będą na koncu wpisu. Biegająca po cudnych zapadliskach i wzgórkach parka tu...


chłopak skorzystał z dezorientacji swej miłej towarzyszki i ... ależ to był wiosenny gest :-)


ja wracam z objazdu dwukołowcem i czworonogiem, młodzi - czworonożnie. Pozdrawiam Was serdecznie, Kochani! Nie zapytałam nawet o Wasze imiona, a szkoda... :-(