Mit Edypa

Należę do pierwszego rocznika, który nie musiał w podstawówce uczyć się języka rosyjskiego. Uczono nas niemieckiego, angielskiego, francuskiego - wówczas to była rewolucja. Krótko po tym do szkół wróciły lekcje religii, krzyże nad tablicami i korona nad głowę orła. Jednak dla nas to nie był "powrót" tylko coś zupełnie nowego - kolejny rodzaj nowej umowy, nieudolnej zabawy jaką zawsze zwykli dyktować nauczyciele albo dorośli.
Nagle dyrektorka szkoły zaczęła się bardzo cieszyć z tej zmiany i przyprowadziła swojego teścia jako nauczyciela niemieckiego, chociaż wszyscy w klasie chcieli się uczyć angielskiego.Nasze protesty nie były w stanie przemóc nowego przymusu. Mogliśmy tylko śpiewać nowo poznaną niemiecką piosenkę: Bunt, bunt, bunt sind alle meine kleider, bunt, bunt, bunt alles was is hab ..." - gdzie słowo "Bunt" wykrzykiwaliśmy z wyjątkowo polskim akcentem, zacietrzewieniem i determinacją - tyle mogliśmy zrobić.

Dopiero dużo później zdałem sobie sprawę, że mieliśmy rację, że to nie był żaden "powrót" tylko tandetna rekonstrukcja. Czułem to dobitnie już wtedy - kiedy raz próbowałem przerzucić tornistrem całą długość korytarza (to były już ostatnie klasy podstawówki dlatego śmiało mogłem podjąć podobną próbę) sprzączka przy pasku tornistra zahaczyła się o rękaw mojego swetra z anilany. To zmieniło trajektorię lotu - tornister zamiast szybować płasko uniósł się gwałtownie ku górze i uderzył w klosz, z którego wypadła jarzeniówka i roztrzaskała się na posadzce.
Poproszono mnie do gabinetu dyrektora. Stałem tam na dywanie i słuchałem opowieści o "bezmyślnym wandalizmie", którego miałem się dopuścić. Wyrok, osąd wypowiadany był jednak jakby mimochodem, jakby podmiot wypowiadający swój sąd zupełnie nie istniał - wiem, że to normalne, że nauczyciele często serwują zbitki, wyćwiczone sekwencje, które nijak mają się do rzeczywistości poza murami szkoły - ale w tym było coś więcej, coś niczym głos Gomułki (technologia Gomułki) jak narzędzie anihilacji - to coś sprawiało, że nagle poczułem jakbym stał tam zupełnie sam. Jakby wyrwano mnie z łona i oddano światu, który przemyka zewnętrznej płaszczyźnie skóry.
Teraz wiem, że to wtedy właśnie rodził mnie realny socjalizm - mój prawdziwy, biologiczny ojciec - rozbiegała się po mnie arabeska spękań. Stałem tam i udawałem, że rozumiem wszystkie stawiane mi zarzuty. Udawałem choć wiedziałem, że nikogo to naprawdę nie interesuje, że nikt na mnie teraz nie patrzy, że w istocie stoję tu sam, nikogo tutaj prócz mnie nie ma.