Powrót na nominalną pozycję

Przy jednym z gdańskich skrzyżowań mężczyzna zbiera datki dla chorego chłopca że zdjęcia na puszce. Pcham wózek z dzieckiem i mam przy sobie wyłącznie plastikową kartę płatniczą, przy tym brak mi również zaufania do tego typu gości. Ponoć lwia część utargu trafia do ich kieszeni a znikoma część do potrzebującego chłopca. Mężczyzna wyciąga rękę z puszką w moim kierunku. Trwa konsternacja, naprawdę nie wiem co mu odpowiedzieć. On to dostrzega i stwierdza z jakimś ukojeniem w głosie i geście machniecia na mnie ręką, mówi odkrywczo: "A! ruskie?". W pierwszym momencie niedowierzam, a potem zaczynam się zastanawiać. Po chwili namysłu odpowiadam: ... prawie - polskie. Kwituję jego nieznaczną pomyłkę.
Godzinę później zaczepia mnie inny mężczyzna, dużo starszy od poprzedniego. Stoimy pod fontanną z Neptunem na długim targu. Ten mężczyzna trzyma w ręku ulotkę z napisem: "konstytucja". Spodziewam się tego bo Neptun ubrany jest w białą koszulkę T-shirt. Zawsze koncentrowałem uwagę na jego muskularnych plecach, po których spływa woda z fontanny. Tym razem jednak, dzięki koszulce, patrzę na jego twarz i pierwszy raz dostrzegam, że oblicze idioty.
Tym razem przezornie, dla wspólnego dobra, wyprzedzam pytanie starszego mężczyzny z ulotką w ręcę, mówię: Wie Pan co? Przejechałem tu samochodem przez całą Polskę, żeby pokazać córką jak wygląda Neptun, a On wygląda jak prostak - zamykam zdanie z żalem.
Starszy mężczyzna spogląda na mnie z niechęcią. Mierzy od stóp do głowy. Jakby chciał mnie ocenić, gardzić mną we właściwy adekwatny sposób albo dobrze zapamiętać.
Mam na sobie nowiusieńkie, granatowe buty marki Venezia, drugi raz założone spodnie z Reserved, który podobno otworzył ostatnio sklep w Tel Awiwie i wszystko sprzedało się tam pierwszego dnia na pniu. Nie dziwię się zupełnie, bo spodnie są interesujące -na nogawkach mają zszyty kant, choć to obcisły, elastyczny materiał - co sprawia, że model ten niebezpiecznie i intrygująco balansuje między garniturem a dresem. Dzięki temu połączeniu można swobodnie przemykać zarówno przez deptak w Sopocie jak i blokowisko Chylonii.
Na górze ubrany mam chabrowy sweter Ralf Lauren, typu polo, który żoną zamówiła dla mnie na wyprzedaży w Nowym Jorku - chciałbym kiedyś zobaczyć to miasto.
Nie zdążyłem przed wyjazdem pojsc do fryzjera. Zresztą często to zaniedbuję, a szkoda.
Dawno też niczego nie napisałem i dawno nie miałem czasu żeby szczerze zachwycić się mokrą blachą falistą na wietrze o czwartej nad ranem, w dole osiedla, i ruskim nożem do filetowania ryb, którym obieram pomarańcze, i który znalazłem w szufladzie wynajętego tutaj lokum. Jego sprężystością, zdecydowaniem. Jakie to piękne odcinać, definitywnie i ostatecznie rozłączać. Nigdy nie podejrzewałbym siebie o podobną umiejętność, a nawet nie chciałbym o sobie myśleć w ten sposób.
Na nożu grawerowane są cztery litery: NBPX. Co znaczą?