Autobus przegranych

To był ostatni taki bieg w tym sezonie - wielka gonitwa Arabów. Czarne jak smoła konie o wręcz nieproporcjonalnie szerokich nozdrzach stały we mgle zraszaczy. Polewano je wodą, źeby ostygły.Trudno powiedzieć ile przegraliśmy tego dnia, ale naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo tych mieliśmy tak niewiele, źe nie sposób było odnieść finansową porażkę, chodziło o coś innego - to wtedy po raz pierwszy zapragnąłem zostać iberoamerykańskim pisarzem byle czytadeł albo autorem przewodnika po miejscach nieostrych i przelotnych. Tak, moźe to wyda się dziwne, ale doprawdy ten stan ducha towarzyszył nam wszystkim wewnątrz autobusu, który odwoził ludzi do centrum z toru na Służewcu - jest taka linia - autobus przegranych. Warto się tam wybrać żeby doświadczyć tej cudownej szczerości i zjednoczenia w ostatniej chwili kiedy moźemy być razem, przemieszczać się po estakadach i nieludnych pętlach. To jedno z miejsc godnych polecenia.