Kuchnia ostatniej wieczerzy

Pośród wielu tytułów, jakie chciałbym zobaczyć na półkach regału nowo poznaniej osoby, jest "Kuchnia ostatniej wieczerzy". Nieprawdaż? Wobraziłem sobie tę książkę jako szczegółowy zapis przebiegu Ostatniej Wieczerzy od strony kuchni, gdzie nerwowa atmosfera pośród kucharzy, przygotowujących coraz to bardziej wykwintne potrawy, zdradza ich różny status świadomości tego co dzieje się na sali za ścianą. Miałaby to być swoistą walka na przepisy i sposoby przyrządzania. Suchy chleb zostaje podany na koniec jako rodzaj osiągniętego kompromisu poprzez szczery, brutalny, minimalizm - podobnej treści adnotacja mogłaby znaleźć się na obwolucie książki.
Po przeczytaniu owej notki zazwyczaj w drzwiach pojawia się właściciel księgozbioru i przyłapuje nas na "myszkowaniu" w jego bibliotece. Szybkim ruchem narzuca temat tylko po to, a żeby odwieść naszą uwagę od trzymanej w ręku pozycji. Wymusza na nas pomoc w jakieś błachej sprawie. Każe uporządkować stolik, żeby mógł bezpiecznie odstawić trzymaną herbatę. Wtedy racjonalnie odkładamy książkę na swoje miejsce i nigdy nie wracamy już do rozpoczętego apokryfu.