Koniec Buenos Aires

Javier (czyt. Hawier) poczuł się odpowiedzialny, żeby namawiać swojego dobrego przyjaciela, aźeby ten powrócił na uczelnie i ukończył przerwane studia. Kiedy zakończył tyradę otrzymał zapłatę, odpowiedz:
- Wiesz mój drogi... - rozpoczął namawiany przezeń kolega - Trudno by mi było znaleźć teraz tyle determinacji i tyle wiary ludzkość, żeby podjąć tak ogromny wysiłek. Nie potrafię też oprzeć się wrażeniu, że większość z rzeczy, których do tej pory uczyłem się to zbiór użytecznych bzdur, dzięki którym można jakoś utrzymać się w tym, w gruncie rzeczy skromnym miejscu.
Nie zrozum mnie źle. Nie mówię o tym, że to mało, źe dzięki temu nie mogłem pełniej spotkać się, przysiąść w rozmowie albo głębiej spoglądać w oczy kobiet - nie to przecież.
Moze poprostu przychodzi czas źeby zacząć się zwijać, że to przyzwoite przestać kiedyś czekać na więcej.

Nad miastem nisko unosiły się chmury i wisiał mocno wyczuwalny zapach spalin samochodów. Nie przeszkadzało to jednak - ta intensywność przywodziła na myśl chwile spędzone tutaj na szampańskiej zabawie, chwile kiedy biegło się ulicami prosto i szybko, bez celu.