Patron rogaczy

Z kolei Eduardo Fernandes zdecydował się przysposobić syna swojej niewiernej żony, choć wszyscy w miasteczku doskonale wiedzieli, że puszczała się swego czasu ze sprzedawcą warzyw. Śmiano się nawet z niego: że od tej pory patronem Eduardo zostanie święty Józef - "patron rogaczy"- jak żartowano. Chyba stało się tak faktycznie, bo Eduardo zaczął żyć przekonaniem, iż jeśli chodzi o macierzyństwo, kobiecie natura nie pozostawia zbyt wiele wyboru, jednak ojcostwo, w przypadku mężczyzny - za którego Eduardo chciał się nadal uważać choć nie wszystkiemu mógł sprostać...- jednakże ojcostwo było zawsze i w każdym przypadku sprawą li tylko wyboru - było wynikiem decyzji, która w konsekwencji spychała człowieka w niebyt. Tak, wkrótce taki mężczyzna stawał się smukłą sylwetką krajobrazu, śladami odciśnìętymi w piasku, które tuż za furtką domostwa kierowały się w stronę lasu by zniknąć, ale nie na zawsze jak to zgodnie z naturą być powinno, tylko zniknąć po to by wrócić i wypełnić kolejny szereg wymagań, zobowiązań i należności.
Jedno pytanie pozostawało dla niego wciąż otwarte, a mianowicie: ile przed nim jest jeszcze niemoralnych czynów do, których nie ma już prawa? Czy może jednak odpowiada jeszcze trochę, tylko i wyłącznie za siebie?

"Eduardo to dobry człowiek" - powtarzała między sobą całkiem spora grupa starszych kobiet w miasteczku i przebierała w jędrnych pomidorach na straganie. "To dobry człowiek" - wtórowało im echo, bielone ściany budynków i sucha droga w stronę lasu.