Kołatka ze złotym lwem

Evita odkąd zmarła jej młodsza siostra stała się jakby powiernicą wszystkich pogrzebów. Ludzie byli jej za to wdzięczni bo doskonale już wiedziała co i kiedy należy robić, czego unikać albo na co zwrócić uwagę. Znała też okoliczne płaczki, prowodyrki modlitw i była w stanie dobrać odpowiednią do oczekiwań i potrzeb rodziny. Było w tym jednak bezsprzecznie coś perwersyjnego.
W domu zmarłego Evita zwykła podchodzić do lustra i stać tam bez słowa, czasem nawet przez kilkanaście minut.
Żałoba przepala przedmioty i ludzi swoim jakimś mistycznym światłem. Odkształca je trwale pozostawiając swój ślad, zapach, aurę. A lustro staje się w jej obliczu jak wejście do labiryntu. Wspólnota osieroconych, przygotowujących pogrzeb podobna jest do zboru okultystów.
Tym razem od lustra oderwał ją dźwięk kołatki na drzwiach. Trzy uderzenia. W pierwszym momencie nie była pewna czy jej się nie zdawało, że ktoś pukał. Podbiegła do drzwi przygotowana na to że nikogo za nimi nie znajdzie ale stała tam niczego jeszcze nieświadoma sąsiadka. Polały się łzy. Kiedy ludzie z sąsiedztwa już wiedzą unikają kontaktu. Jedni zwyczajnie nie wiedzą co powiedzieć,inni boją zarazić się śmiercią. Z Panem Bogiem - żegnała ich Evita. Z Panem Bogiem - powtarzała jeszcze dwa razy. Z Panem Bogiem.