Autobus przegranych

To był ostatni taki bieg w tym sezonie - wielka gonitwa Arabów. Czarne jak smoła konie o wręcz nieproporcjonalnie szerokich nozdrzach stały we mgle zraszaczy. Polewano je wodą, źeby ostygły.Trudno powiedzieć ile przegraliśmy tego dnia, ale naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo tych mieliśmy tak niewiele, źe nie sposób było odnieść finansową porażkę, chodziło o coś innego - to wtedy po raz pierwszy zapragnąłem zostać iberoamerykańskim pisarzem byle czytadeł albo autorem przewodnika po miejscach nieostrych i przelotnych. Tak, moźe to wyda się dziwne, ale doprawdy ten stan ducha towarzyszył nam wszystkim wewnątrz autobusu, który odwoził ludzi do centrum z toru na Służewcu - jest taka linia - autobus przegranych. Warto się tam wybrać żeby doświadczyć tej cudownej szczerości i zjednoczenia w ostatniej chwili kiedy moźemy być razem, przemieszczać się po estakadach i nieludnych pętlach. To jedno z miejsc godnych polecenia. Zapraszam.

Drodzy Państwo owym wpisem próbuję rozpocząć cykl, rodzaj przewodnika po miejscach niezbyt popularnych. Nie wiem czy uda mi się wytrzymać reżim kosekwentnej pracy nad nim ale jeśli tak, to postaram się odnaleźć dla Państwa kilka z tych miejsc wolnych od wszystkiego. Polecam.


Powrót na nominalną pozycję

Przy jednym z gdańskich skrzyżowań mężczyzna zbiera datki dla chorego chłopca że zdjęcia na puszce. Pcham wózek z dzieckiem i mam przy sobie wyłącznie plastikową kartę płatniczą, przy tym brak mi również zaufania do tego typu gości. Ponoć lwia część utargu trafia do ich kieszeni a znikoma część do potrzebującego chłopca. Mężczyzna wyciąga rękę z puszką w moim kierunku. Trwa konsternacja, naprawdę nie wiem co mu odpowiedzieć. On to dostrzega i stwierdza z jakimś ukojeniem w głosie i geście machniecia na mnie ręką, mówi odkrywczo: "A! ruskie?". W pierwszym momencie niedowierzam, a potem zaczynam się zastanawiać. Po chwili namysłu odpowiadam: ... prawie - polskie. Kwituję jego nieznaczną pomyłkę.
Godzinę później zaczepia mnie inny mężczyzna, dużo starszy od poprzedniego. Stoimy pod fontanną z Neptunem na długim targu. Ten mężczyzna trzyma w ręku ulotkę z napisem: "konstytucja". Spodziewam się tego bo Neptun ubrany jest w białą koszulkę T-shirt. Zawsze koncentrowałem uwagę na jego muskularnych plecach, po których spływa woda z fontanny. Tym razem jednak, dzięki koszulce, patrzę na jego twarz i pierwszy raz dostrzegam, że oblicze idioty.
Tym razem przezornie, dla wspólnego dobra, wyprzedzam pytanie starszego mężczyzny z ulotką w ręcę, mówię: Wie Pan co? Przejechałem tu samochodem przez całą Polskę, żeby pokazać córką jak wygląda Neptun, a On wygląda jak prostak - zamykam zdanie z żalem.
Starszy mężczyzna spogląda na mnie z niechęcią. Mierzy od stóp do głowy. Jakby chciał mnie ocenić, gardzić mną we właściwy adekwatny sposób albo dobrze zapamiętać.
Mam na sobie nowiusieńkie, granatowe buty marki Venezia, drugi raz założone spodnie z Reserved, który podobno otworzył ostatnio sklep w Tel Awiwie i wszystko sprzedało się tam pierwszego dnia na pniu. Nie dziwię się zupełnie, bo spodnie są interesujące -na nogawkach mają zszyty kant, choć to obcisły, elastyczny materiał - co sprawia, że model ten niebezpiecznie i intrygująco balansuje między garniturem a dresem. Dzięki temu połączeniu można swobodnie przemykać zarówno przez deptak w Sopocie jak i blokowisko Chylonii.
Na górze ubrany mam chabrowy sweter Ralf Lauren, typu polo, który żoną zamówiła dla mnie na wyprzedaży w Nowym Jorku - chciałbym kiedyś zobaczyć to miasto.
Nie zdążyłem przed wyjazdem pojsc do fryzjera. Zresztą często to zaniedbuję, a szkoda.
Dawno też niczego nie napisałem i dawno nie miałem czasu żeby szczerze zachwycić się mokrą blachą falistą na wietrze o czwartej nad ranem, w dole osiedla, i ruskim nożem do filetowania ryb, którym obieram pomarańcze, i który znalazłem w szufladzie wynajętego tutaj lokum. Jego sprężystością, zdecydowaniem. Jakie to piękne odcinać, definitywnie i ostatecznie rozłączać. Nigdy nie podejrzewałbym siebie o podobną umiejętność, a nawet nie chciałbym o sobie myśleć w ten sposób.
Na nożu grawerowane są cztery litery: NBPX. Co znaczą?


Debata kandydatów na Burmistrza live

Chciałbym zobaczyć telewizyjną, internetową debatę kandydatów na Burmistrza Tarnowskich Gór. Dzisiejsza technologia pozwala już spełniać podobne zachcianki wyborców. Żeby to była debata "live" prowadzona przez lokalne media (niekoniecznie tylko te pod auspicjami Urzędu Miasta).
Zamiast raz kolejny oglądać przedwyborcze krzywe uśmiechy z bilbordów, wolałbym usłyszeć jakieś deklaracje, plany, nawet obietnice jednak najchętniej coś konkretnego. Czy to jednak nie za wiele?
A moźe także podobne "zdeżenie" kandydatów na Radnych Miejskich i Powiatowych. Żeby znów nie kupować w ciemno. Żebyśmy wiedzieli kto kryje się za portretami z plakatów.

Panowie, Panie, zróbcie to dla nas, dla odmiany. Proszę.


Mit Edypa

Należę do pierwszego rocznika, który nie musiał w podstawówce uczyć się języka rosyjskiego. Uczono nas niemieckiego, angielskiego, francuskiego - wówczas to była rewolucja. Krótko po tym do szkół wróciły lekcje religii, krzyże nad tablicami i korona nad głowę orła. Jednak dla nas to nie był "powrót" tylko coś zupełnie nowego - kolejny rodzaj nowej umowy, nieudolnej zabawy jaką zawsze zwykli dyktować nauczyciele albo dorośli.
Nagle dyrektorka szkoły zaczęła się bardzo cieszyć z tej zmiany i przyprowadziła swojego teścia jako nauczyciela niemieckiego, chociaż wszyscy w klasie chcieli się uczyć angielskiego.Nasze protesty nie były w stanie przemóc nowego przymusu. Mogliśmy tylko śpiewać nowo poznaną niemiecką piosenkę: Bunt, bunt, bunt sind alle meine kleider, bunt, bunt, bunt alles was is hab ..." - gdzie słowo "Bunt" wykrzykiwaliśmy z wyjątkowo polskim akcentem, zacietrzewieniem i determinacją - tyle mogliśmy zrobić.

Dopiero dużo później zdałem sobie sprawę, że mieliśmy rację, że to nie był żaden "powrót" tylko tandetna rekonstrukcja. Czułem to dobitnie już wtedy - kiedy raz próbowałem przerzucić tornistrem całą długość korytarza (to były już ostatnie klasy podstawówki dlatego śmiało mogłem podjąć podobną próbę) sprzączka przy pasku tornistra zahaczyła się o rękaw mojego swetra z anilany. To zmieniło trajektorię lotu - tornister zamiast szybować płasko uniósł się gwałtownie ku górze i uderzył w klosz, z którego wypadła jarzeniówka i roztrzaskała się na posadzce.
Poproszono mnie do gabinetu dyrektora. Stałem tam na dywanie i słuchałem opowieści o "bezmyślnym wandalizmie", którego miałem się dopuścić. Wyrok, osąd wypowiadany był jednak jakby mimochodem, jakby podmiot wypowiadający swój sąd zupełnie nie istniał - wiem, że to normalne, że nauczyciele często serwują zbitki, wyćwiczone sekwencje, które nijak mają się do rzeczywistości poza murami szkoły - ale w tym było coś więcej, coś niczym głos Gomułki (technologia Gomułki) jak narzędzie anihilacji - to coś sprawiało, że nagle poczułem jakbym stał tam zupełnie sam. Jakby wyrwano mnie z łona i oddano światu, który przemyka zewnętrznej płaszczyźnie skóry.
Teraz wiem, że to wtedy właśnie rodził mnie realny socjalizm - mój prawdziwy, biologiczny ojciec - rozbiegała się po mnie arabeska spękań. Stałem tam i udawałem, że rozumiem wszystkie stawiane mi zarzuty. Udawałem choć wiedziałem, że nikogo to naprawdę nie interesuje, że nikt na mnie teraz nie patrzy, że w istocie stoję tu sam, nikogo tutaj prócz mnie nie ma.


Koniec sezonu grzewczego

Dziś zaobserwowaliśmy: jednego cytrynka, dwie pszczoły, dwie mrówki oraz czerwoną pluskwę. Jedna jaskółka co prawda wiosny nie czyni, ale już bliżej do niej niż było w grudniu.
Od zeszłego roku staram się tropić wszystkie doniesienia i informacje dotyczące smogu. Oczywiście w sposób szczególny interesuję się najbliższym powietrzem - czyli tym, którym podczas spacerów oddychamy z źoną i dziećmi.
Niedawno na jednym z lokalnych internetowych serwisów informacyjnych rozgorzała debata dotycząca możliwości korzystania z tzw "ciepła systemowego" czyli ogrzewania z ciepłowni.
Debata toczy się w Miasteczku Śląskim. Określając pobieżnie przebieg debaty: mieszkańcy moźe i chcieliby ale się boją, bo dystrybutor "ciepła" to monopolista w mieście, w dodatku tzw" obcy kapitał" czyli firma "zachodnia". Poruszane są jeszcze inne wątki ale jeśli ktoś zainteresowany niech sam poszuka.
Obawy mieszkańców oczywiście częściowo pewnie zasadne - świeżo pamiętam jak np. w Bytomiu zainstalowano na kaloryferach w blokach specjalne liczniki zuźywanego ciepła. Ich precyzja dawała dużo do życzenia. Inkasent odczytywał je zdalnie, z korytarza poprzez drzwi i na tej podstawie określano wysokość dopłaty za nadmierne zużycie. Jeden ze znajomych całą zimę przezimował na zachodzie Europy, a kaloryfery przezornie zakręcił. Po powrocie okazało się, źe ma dwa tysiące dopłaty...
Każdy jednak kto mieszkał zimą w ogrzewanym bloku i miał też okazję zamieszkiwać dom lub kamienicę wyposażoną w piece zna różnicę. Czas i wysiłek fizyczny, który trzeba zainwestować w drugim przypadku w zestawieniu z komfortem w przypadku pierwszego raczej nie powinny pozostawiać wątpliwości (nawet jeśli nie brać pod uwagę wpływu na powietrze). Istnieje całkiem powaźna koncepcja, że wynalezienie pralki walnie przyczyniło się do emancypacji kobiet. Coś w tym jest. Kiedy człowiek nie traci aż tyle czasu na zaspokojenie podstawowych potrzeb, zaczyna mieć czas i siłę na potrzeby "wyźsze". Myślę więc, że nie naleźy obawiać się dobrodziejstwa "ciepła systemowego" i nie ma co odwlekać decyzji. Lecz trzeba także właśnie teraz twardo określić warunki umowy z dystrybutorem i miastem. Jeśli jest możliwość renegocjować umowy między tymi dwoma zarówno dotyczące dystrybucji wody jak i ciepła. To odpowiedni moment. Rozwiązanie jest najlepsze z moźliwych pod warunkiem, że nie damy się wykiwać. Z mojej strony to tyle. Byle do wiosny.


Micwa

Nadal zastanawiam się czy powinienem był o tym pisać? Próbuję zracjonalizować sobie, że to co lokalne i powszechne leży dziś wyjątkowo blisko siebie, że to co intymne i popularne nie widzi wyraźnej granicy... Jednak tak jak to zawsze bywa, wewnętrzne konflikty, które potrzebują korzystać z mechanizmu racjonalizacji nie znajdują w nim ukojenia, tak i tym razem nie mam pewności czy w gruncie rzeczy powinienem pisać na ten temat
Wrzawa jaką wciąż słychać, wrzawa która rozległa się wokół sporu o pamięć historyczną ofiar II Wojny Światowej, ofiar Holokaustu budzi u wielu złość, gniew. Także u mnie.
Dlatego pozwoliłem sobie na to zwierzenie i gest, żeby położyć kamień na krawędzi drugiego kamienia albo zaopiekować się starą gruszą, albo posadzić drzewo. To pozwala zrozumieć, że złość i gniew nas już nie dotyka, że nie należy już do nas i wcale nie przestajemy przez to bardziej łaknąć sprawiedliwości.


Na co stać tarnogórską ciepłownię?

Niedzielne popołudnie, jedna z matek na popularnym placu zabaw w śródmieściu w rozmowie ze znajomym zastanawia się jaki jest dziś stan zanieczyszczenia powietrza. W tym czasie jej dziecko fika koziołki na zbitym, mocno zmrożonym śniegu, śmieje się i rzuca śniegiem w moją równie rozbawioną córkę.
-Dziś jest całkiem dobrze - uspokajam ją przeglądając kilka aplikacji zainstalowanych w smartfonie (niestety dane z pomiarów prowadzonych na zlecenie Urzędu Miejskiego w dalszym ciągu są niedostępne dla ogółu). Wykresy i słupki pokazują umiarkowany poziom pyłów zawieszonych, nieznacznie przekraczający dopuszczalne stężenie.
"Nie można przecież całą zimę siedzieć z dziećmi w domu" - tłumaczy mi z niepewnością w głosie.

W innej rozmowie znajome starsze już małżeństwo skarży się, że już dawno chcieli zrezygnować z opalania węglem (mieszkają w dzielnicy domków jednorodzinnych), ale nie mają możliwości, żeby podłączyć się do miejskiej sieci.
"Zresztą ta nasza ciepłownia nie jest w stanie uciągnąć całego miasta - jest za słaba" - kwitują widząc moje zdziwienie.

Postanawiam sprawdzić tę informację. Wertuję kolejne strony Internetu. Na stronach firmy Veolia nie potrafię doszukać się informacji na temat mocy, czy wydajności tarnogórskiej ciepłowni. Firma Veolia jest właścicielem ciepłowni oraz przedsiębiorstwa wodnokanalizacyjnego.

Po kilkunastu minutach docieram do załącznika do Uchwały Nr VII/95/2015 Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach z dnia 27 marca 2015. Dokument ów nosi tytuł "Plan gospodarki niskoemisyjnej dla Gminy Tarnowskie Góry", liczy 151 stron i został wykonany na zamówienie Urzędu Miejskiego przez "Pomorską Grupę Konsultingową" z siedzibą w Bydgoszczy. Dostępny był już 30. kwietnia 2015 roku.

Znajduję także drugi dokument, tym razem załącznik do innej Uchwały Nr XIV/201/2015 Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach z dnia 19 listopada 2015. Autorem tego opracowania jest nowopowstała, rodzima spółka o nazwie: "Ekoscan Innowacja i Rozwój sp. z.o.o." z siedzibą w Świerklańcu, a opracowanie opatrzone jest tytułem "Program ograniczenia niskiej emisji dla gminy Tarnowskie Góry".
Obydwa opracowania powstały dzięki dofinansowaniom unijnym i WFOŚiGW, które na ten cel przekazało gminą powiatu przekazało 650 tysięcy złotych. Wszystko dzięki unijnemu Pakietowi Energetyczno-Klimatycznemu.
Zaiteresowanych zachęcam do wnikliwej lektury obydwu opracowań.

Z pierwszego dokumentu udało mi się dowiedzieć, że ciepłownia obsługuje głównie osiedla z wielkiej płyty - Osadę Jana, Lasowice i Przyjaźń. Ciekawym spostrzeżeniem było również, że mimo powstających osiedli szeregowców między latami 2011 a 2013 zużycie gazu na terenie gminy spadło. Autor zastanawia się czego mogło to być wynikiem - może łagodniejszych zim - podejrzewa. Energia słoneczna to zaledwie 0,07% całości pożytkowanej energii, a głównym sprawcą tzw "niskiej emisji" są oczywiście liczne skupiska domków jednorodzinnych. Co chyba nie zaskakuje - dodaje tutaj od siebie.
A! ... i jeszcze jedno, zapomniałbym: pierwsze opracowanie wskazuje, że już w roku 2005 ówczesny Samorząd sygnalizował wyraźnie istnienie problemu niskiej emisji.

Jednakże z tych wszystkich wyliczeń nie potrafię dowiedzieć się kiedy będziemy mogli wreszcie odetchnąć z ulgą czystym powietrzem mieszczącym się w zachodnioeuropejskich normach? Jaka jest faktyczna wydolność tarnogórskiej ciepłowni i czy fakt, że została swego czas sprywatyzowana nie będzie stał teraz na przeszkodzie do jej ewentualnej modernizacji (patrz historia wysypiska przy bylych Zakladach Chemicznych)? Czy zatem potrzeba będzie dziesięciu lat? Czy to za mało? Potrzeba będzie dużo więcej czasu? Póki co sezon grzewczy nadal w trakcie.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |