SKANDAL!!! Szybka kolej Katowice - Pyrzowice

SKANDAL!!!!
Brak mi słów. To jest normalnie niechlujstwo! Brak odpowiedzialności za gospodarkę i brak kompetencji w zarządzaniu Państwem!
Ponad 4 lata batalii o przebieg kolei z Katowic do Pyrzowic przez TG, a następnie przez Zagłębie do Katowic nie zrobiło wrażenia na rządzących. Pamiętam jak dziś nikt z samorządowców miast, przez które ta kolej jest wytyczona nie uczestniczyła w rozprawach administracyjnych (z wyjątkiem Ożarowic i Bobrownik Bedzińskich). Po wszystkim wypychali piersi do odznak i pochwał - PRYMITYWNE. Na prośbę mieszkańców REGIONU ŚLĄSKIEGO sprzed Brynicy i za Brynicy, również z potrzeby serca, jako córka maszynisty i wnuczka tych, którzy budowali kolej w regionie, zaangażowałam się cała sobą w te sprawę. Widzę, że cały czas projektant i strony zainteresowane "biznesem" majsterkują przy przebiegu przez Piekary Śląskie, co od początku było Science Fiction, nie mówiąc o wszystkich aspektach prawnych i uwarunkowaniach geologicznych oraz przepisów z ochrony środowiska.
Wiedzę, że znowu musze podziałać z moimi ekspertami i mam nadzieję, że Bruksela tak jak w batalii o normalność i przestrzeganie prawa w tym temacie, ustawi właściwie Ministerstwa odpowiedzialne za ten stan rzeczy. To jest niebywałe, że tyle "fachowców" -DECYDENTÓW z PO i PSL nie potrafiło rzecz oczywistą wypracowaną poprowadzić. To się nazywa zdrada stanu.

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/4694748,skandal-szybka-kolej-z-katowic-do-pyrzowic-nie-powstanie,2,id,t,sa.html

"Krew zamiast obietnic"

Przedstawiam poniżej artykuł portalu Natemat, DOBRZE BYĆ UŻETECZNYM DLA DRUGICH. Pani Beato TAK TRZYMAĆ!!!
LUDZIE SĄ NAJWAŻNIEJSI

Artykuł portalu Natemat, autorka: Karolina Wiśniewska

Oddawanie krwi zamiast pustych obietnic? Nawet jeśli to tylko nowa „kiełbasa wyborcza” Beaty Szydło, to ją kupuję


Fot. Twitter.com/pisorgpl

Zamiast kolejnych wyborczych obietnic – realne działanie? Podoba mi się to. Beata Szydło oddając krew i zachęcając do tego innych pokazała, że kampania może być pożyteczna. I nawet jeśli zrobiła to tylko „pod publiczkę” aby zyskać kilka punktów procentowych w sondażu – nie interesuje mnie to. Jeśli już mam otrzymywać wyborczą „kiełbasę” – wolę żeby była to kiełbasa, po której naprawdę coś zostanie, niż kolejne szumne zapowiedzi, z których polityk albo się wycofa, albo uda, że nigdy ich nie było.

Szydło w Centrum Krwiodawstwa
Wakacje to okres urlopów i wyjazdów, a wraz z tym zwiększona liczba drogowych wypadków. Centra krwiodawstwa dwoją się i troją, aby pozyskać nowych dawców – często bezskutecznie. We wtorek do jednego z nich udała się kandydatka PiS na premiera. Oddała krew, zmobilizowała do tego kilkoro innych posłów prawicy i członków partyjnej młodzieżówki.


Beata Szydło: Pomóżmy ludziom, to jest nasz obowiązek, każdy, kto może oddać krew, niech dzisiaj to zrobi, to jest potrzebne, dzisiaj uratujemy komuś życie, kiedyś my możemy tej krwi potrzebować. Trzeba być wspólnie solidarnym w takich sytuacjach.

Pomoc „na pokaz”?
Beata Szydło oddawała krew w blasku kamer, otoczona przez liczną grupę reporterów. W mediach społecznościowych oglądać mogliśmy bieżącą relację, a migawki pojawią się z pewnością w każdym wieczornym serwisie informacyjnym. Nie trudno zatem uciec od komentarzy: „działanie pod publiczkę”, „tania ustawka”, „kampania w szpitalu” i innych, w podobnym stylu, które udało mi się wyszukać na forach internetowych. Nie wnikam w pobudki, jakimi kierowała się Beata Szydło. Bez względu na to czy była to szczera ludzka potrzeba pomocy, czy chęć zrobienia dobrze „sprzedawalnego” wyborczego show – uratowała komuś życie. Zrobiła coś pożytecznego. Coś, co powinno stać się trwałą praktyką naszych wyborczych kampanii.

Zamaluj hejt
Wolę, aby polityk oddawał krew niż obiecywał 500 zł na każde dziecko. Wolę aby angażował się w akcję charytatywne, niż dzielił bez opamiętania publiczne pieniądze. Wolę po prostu – aby więcej robił, niż mówił, a efekty tego „robienia” były widoczne tu i teraz.

Beata Szydło nie jest pierwszą, którą warto wyróżnić za pożyteczne kampanijne inicjatywy. Podobnie jak oddawanie krwi nie jest jedyną formą, na której warto się promować. Dobry przykład już w kampanii samorządowej dali kandydaci na krakowskich radnych z inicjatywy "Postaw na Kraków", którzy – na wzór akcji Ice Bucket Challenge – rozkręcili własną – Paint Bucket Challenge. Zamalowywali szpecące miasto pseudo graffiti i nominowali do tego innych. Jest problem – jest szybkie realnie działanie.

Kraków to – zdaniem samorządowców – ponad 700 przykładów nielegalnego grafitti: wulgarnych wpisów, obraźliwych haseł. Zamiast mówić o tym, że „po wyborach to zlikwidujemy”, kupili odpowiednie farby, zadbali o odpowiednie zgody i zabrali się do pracy. Doświadczenie w podobnych akcjach mają zresztą także politycy ogólnokrajowego formatu, jak chociażby minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, która w ramach inicjatywy HEJTSTOP rozprawiała się z wulgaryzmami na warszawskim Ursynowie. Można? Można.

Podróż nie tylko po selfie
Dobra kampania wyborcza to nie tylko obietnice, ale i realne działania. Jeśli politycy tak bardzo chcą się promować – niech robią to mądrze. Obie kandydatki podróżują po Polsce wzdłuż i wrzesz, odwiedzają zarówno wielkie miasta, jak i małe miejscowości. Dlaczego przy okazji tak rzadko angażują się w działania na rzecz aktywności lokalnej? W pozarządowym słowniku istnieje coś takiego jak wolontariat okolicznościowy. Zbiórki żywności dla potrzebujących rodzin lub dzieci z konkretnej gminy. Zbiórko książek, które wzbogaciłyby księgozbiór lokalnej biblioteki.

Mieszkańcy nie są tylko od tego, aby robić za bohaterów wrzucanych na Twittera selfie, a zorganizowanie lokalnej akcji nie wymaga wielkiego „zachodu”. Wystarczy szybki wywiad w urzędzie danego miasta w sprawie tego co i komu jest potrzebne, znalezienie kilku wolontariuszy, którzy dopną szczegóły i wygospodarowanie kilku minut konferencji na to, aby poinformować: „Szanowni państwo, dziś chcemy pomóc dzieciom ze szkoły X”. Każda wizyta niech stanie się nową zbiórką, której inicjatorkami będzie albo Ewa Kopacz, albo Beata Szydło, albo każdy inny polityk, który w danym miasteczku będzie robił swoje wyborcze show.

Jedna obietnica – jedno posadzone drzewo
Inicjatyw społecznych, które warto podejmować nie trzeba szukać długa, bo i problemów (o bardzo różnej randze), z którymi musi borykać się współczesny świat nie brakuje. Nie miałabym nic przeciwko, aby pani premier bądź Beata Szydło – w ramach promocji troski o bezdomne zwierzęta i przypominając o konieczności przestrzegania praw zwierząt udały się do schroniska i wyprowadziły kilka bezdomnych psów na spacer.

Nie widzę nic złego, gdyby zorganizowały wielką akcję sadzenia drzew. Mało tego, myślę, że gdyby wszyscy ubiegający się o mandaty parlamentarzystów politycy zastosowali zasadę: jedna obietnice – jedno nowe drzewko, za kilka lat moglibyśmy w Polsce ogłosić wielki sukces w walce z brakiem terenów zielonych. Zresztą akcja sadzenia drzew także nie jest nowa, a w ramach ubiegłorocznej kampanii do Parlamentu Europejskiego robiła to chociażby obecna posłanka PiS Małgorzata Gosiewska.

Angeli Merkel nie wypada?
Polska polityka – podobnie jak każda inna – jest bardzo zasadnicza i schematyczna. Podczas kampanii często bywa także albo ostra i brutalna, albo beznadziejnie miałka. Dobrze byłoby, aby czasem była choć odrobinę ludzka. Wolontariat oferuje wiele możliwości, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych. Obawa o poniesione straty jest zatem nieuzasadniona. Można tylko zyskać.

Aby uprzedzić ewentualne zarzuty i argumenty, że to uwłaczające, że Angela Merkel nie pozwoliłaby sobie na malowanie graffiti albo spacerowanie z bezdomnym psem, że „premierowi nie wypada”, powiem krótko – wypada. Na pewno bardziej niż licytacja na populistyczne obietnice.

Polityk jest od rządzenia, ale...

Nie chodzi o to, aby nagle walczący o głosy Polaków politycy rzucili wszystko i na fali kampanijnej dobroczynności zaczęli oblegać centra krwiodawstwa czy domy dziecka. Nie. Jednak mimo wszystko aspirują do tego, aby przez najbliższe lata stać na czele naszego państwa, wyznaczać kierunki polityki międzynarodowej, walczyć z bezrobociem, dbać o losy młodych i starszych. Powinni mieć zatem wypracowany konkretny program, który muszą wyborcom zaprezentować.

Niech jeżdżą po Polsce, kręcą spoty wyborcze i organizują wielkie konwencje. Jednocześnie niech pamiętają, że niewielkim kosztem można sprawić, aby ta kampania była w pewien sposób pożyteczna. Nawet jeśli to ustawka i wyborcza kiełbasa – taką akceptuję.

Beata Szydło - kandydat na Premiera RP na roboczym spotkaniu

Wczoraj z Zarządem Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności spotkała się Beata Szydło kandydat na Premiera RP wraz z szefem kampanii wyborczej wice Marszałkiem Stanisławem Karczewskim i posłami ziemi Śląskiej, by rozmawiać o przyszłości polskiego górnictwa. Było to pierwsze z cyklu spotkań, na których wypracujemy strategię rozwoju polskiego górnictwa.
Po spotkaniu odbyła się konferencja prasowa, podczas której Beata Szydło mówiła m.in. o tym, że rząd PO-PSL nie ma wiarygodnego programu dla górnictwa, a premier Kopacz organizuje na Śląsku wyborcze pokazówki.

Intronizacja Króla Kurkowego AD 2015 w Tarnowie

Na zaproszenie Bractwa Kurkowego z Tarnowa uczestniczyłam w Intronizacji Króla Kurkowego AD 2015. Wspaniałe wydarzenie historyczne i wspaniali ludzie. Pozdrawiam Tarnów, Kraków i wszystkich Braci Kurkowych z całej Polski

http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3933845,tarnow-intronizacja-krola-kurkowego-krzysztofa-kowalskiego-zdjecia,id,t.html


Zdjęcia: Marian Satała - Gazeta Krakowska

Folklor polityczny w RM w Tarnowskich Górach

Wczoraj Przewodniczący RM w Tarnowskich Górach zadziwił mnie swoim zachowaniem na Sesji. Zastanawiam się tak naprawdę, czy coś się zmieniło od poprzedniej kadencji? Właściwie chyba nic, po za tym, że otrzymuję zaproszenia na posiedzenia, tylko nie wiem po co. No niestety nie jest tak różowo, choć wszystkim znane powiedzenie- „gość, choć świnia swoje prawo ma” nie ma się ni jak do szanowania osoby zapraszanej, nie udzielając głosu. Już nie wspomnę, że pełnię mandat z wyboru społecznego - Radnej Sejmiku Województwa Śląskiego, który organizuje strategiczne tematy dla regionu współpracując z jednostkami samorządu niższego szczebla. To jeszcze jest nic, żeby było śmieszniej nie dopuszczono do głosu również Posła RP Jerzego Polaczka, w celu totalnej blokady mojego wystąpienia, gdzie chciałam zabrać głos w sprawie bardzo ważnej, jaką jest wysypisko śmieci w Rybnej- Laryszowie (Burmistrz wydał zarządzenie o konsultacjach społecznych po moim proteście dotyczącym nadbudowy w/w wysypiska). Byłam na to przygotowana i oficjalnie złożyłam swoje stanowisko pisemnie w tej kwestii do Burmistrza, do Przewodniczącego RM, do wszystkich Radnych Miejskich wraz z załącznikami w biurze podawczym za potwierdzeniem odbioru- podstawy prawne (poniżej można się zapoznać z treścią).

Rada Miejska jest całkowicie podporządkowana pod dyktat włodarza. Nie ma głosu w dyskusji. Nie mniej tak jak we wcześniejszym wpisie zaznaczłąm, że nikt nie jest ponad prawem. Wszystko jest do czasu.

Zaskoczyła mnie postawa młodego człowieka Przewodniczącego RM, który chce się rozwijać w polityce, a jednak brak doświadczenia i znajomości prawa spowodowało, że podczas obrad RM złamano prawo, jakie nadaje ustawa Posłom i Senatorom RP zgodnie z art. 22 ustawy z 9 maja 1996r. o wykonaniu mandatu posła i senatora a:

1. Poseł ma prawo uczestniczyć w sesjach sejmików województw, rad powiatów i rad gmin, właściwych dla okręgu wyborczego, z którego został wybrany, lub właściwych ze względu na siedzibę biura posła.

2. Senator ma prawo uczestniczyć w sesjach sejmików województw, rad powiatów i rad gmin, właściwych dla okręgu wyborczego, z którego został wybrany.

3. Uczestnicząc w sesjach, o których mowa w ust. 1 i 2, poseł i senator może zgłaszać swoje uwagi i wnioski.

4. Warunki do realizacji praw posła i senatora, o których mowa w ust. 1–3, zapewniają przewodniczący sejmików województw oraz przewodniczący rad powiatów i rad gmin.

Innymi słowy z zacytowanego przepisu wynika, że poseł ma prawo uczestniczyć w sesjach sejmików województw, rad powiatów i rad gmin, właściwych dla okręgu wyborczego, z którego został wybrany, lub właściwych ze względu na siedzibę biura posła. Uczestnicząc w sesjach, poseł ma prawo zgłaszać swoje uwagi i wnioski, może zabierać głos w sprawach będących przedmiotem dyskusji.
Obowiązek zapewnienia skuteczności tego prawa został nałożony wprost na przewodniczących sejmików województwa oraz przewodniczących rad powiatów i rad gmin.

Dalszy komentarz jest zbędny.

Moje sztandarowe hasło „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” nabrało szerszego wymiaru. Niestety prawo jest jedno, choć może czasem źle interpretowane, ale trzeba go przestrzegać oraz konsultować z mądrzejszymi. Sorry w TG taki mamy folklor polityczny, a szkoda, bo przez dialog, słuchanie nie popełnia się błędów. Zawsze lepiej uczyć się na błędach cudzych, jednak trzeba mieć w sobie zawsze pokorę i dystans, szanować człowieka obok. Wszyscy jesteśmy różni, spełniamy rolę w społeczeństwie i mimo wad szanujmy się. Moja babcia mi mówiła „Najpierw pycha, potem upadek”.
Pokora góry przenosi.

[ czytaj więcej.. ]

605. Rocznica Bitwy pod GRUNWALDEM

GRUNWALD A POMORZE ŚRODKOWE

Dziś (15 lipca) mija 605. rocznica bitwy pod Grunwaldem. Niewielu wie, że możemy tę datę obchodzić jako rocznicę wyzwolenia Koszalina, Kołobrzegu, Szczecinka i Połczyna Zdroju spod krzyżackiej okupacji. Nawet wśród historyków polskich nie ustają spory, bowiem większość z nich mówi o wielkim, militarnym zwycięstwie i politycznej klęsce, ponieważ Krzyżacy pokonali nas dyplomacją: Litwa odzyskała tylko Żmudź, a Polska maleńką i zniszczoną wojną Ziemię Dobrzyńską. Ale dlaczego zapominamy o Pomorzu i ziemi koszalińsko-kołobrzeskiej, która w tej wojnie odegrała kluczową, wręcz strategiczną rolę? A już nikt nie pamięta o Pomorzu Przednim.

Z chwilą zawarcia unii polsko-litewskiej w 1386 r., elekcji Jagiełły na tron Polski i chrztu Litwy, Zakon Krzyżacki stracił propagandową rację swojego istnienia nad Bałtykiem. Pojawiły się nawet projekty przeniesienia zakonników nad Morze Czarne, aby tam walczyli z niewiernymi, ale Zakon tylko zmienił linię propagandową – „teraz będziemy walczyć z fałszywymi chrześcijanami” – i postanowił rozstrzygnąć konflikt militarnie. Państwo krzyżackie stosowało politykę wyciskania każdego grosza z poddanych, po to, aby wyszkolić ogromną i najnowocześniejszą w regionie armię, a także zapewnić odpowiednie warunki dla dostojnych gości z całej Europy. Najtańszą i najwygodniejszą drogą, którą wojska zaciężne i dostojni goście mogli się dostać „pod Grunwald” była ziemia pomorska.

Już w 1384 r. Krzyżacy nabyli od mającego chwilowe trudności rodu Wedlów „zamek, miasto i ziemię świdwińską wraz ze wszystkimi wsiami, posiadłościami i pożytkami”, a w 1402 r. przelicytowali króla polskiego w zakupie Nowej Marchii rozciągającej się od Odry do Świdwina. W 1398 r. udało im się osadzić byłego krzyżackiego prokuratora w Rzymie, Mikołaja Bocka, na stolicy biskupstwa w Kamieniu, a ten szybko spowodował, że papież uznał Wielkiego Mistrza opiekunem biskupstwa pomorskiego oraz zaprosił krzyżackie załogi do biskupich miast Karlina, Koszalina i Bobolic. Wielki Mistrz oświadczył księciu, iż „nie ścierpi żadnego zuchwalstwa wobec majątków kościelnych”. Biskup pomorski był właścicielem całej ziemi kołobrzeskiej, koszalińskiej i bobolickiej, stanowiącej brakujące ogniwo strategicznej trasy – teraz cała droga z Niemiec do Malborka była w rękach Krzyżaków. Bogusław VIII i inni książęta pomorscy nie honorowali tych decyzji, uznając posiadłości biskupie za tereny sobie podległe. Dlatego też na księcia spadła wkrótce klątwa papieska prosto z Rzymu.

Zmiana nastąpiła w 1409 r., ponieważ światem chrześcijańskim rządziło już wtedy trzech zwalczających się papieży: Grzegorz XII, Benedykt XIII i Aleksander V. Jagiełło wykorzystał dawną znajomość i zażyłą przyjaźń z Aleksandrem, który jako franciszkanin przebywał wcześniej na ziemiach litewsko-ruskich. Król uznał Aleksandra za jedyną głowę Kościoła i to jemu wysłał należne z Polski świętopietrze. Nowy papież Aleksander zajął zbrojnie Rzym, potępił Krzyżaków i mianował na biskupa pomorskiego kandydata książęcego. Krzyżacy, dysponując pokaźnym skarbcem, wprowadzili też na nasze ziemie nowoczesne instrumenty inżynierii finansowej – skądinąd słynne ostatnio – opcje. Transakcja polegała na tym, że skarb krzyżacki wypłacał drugiej stronie od razu pokaźną sumę kilku tysięcy grzywien lub florenów. W zamian za to pan feudalny zobowiązywał się wystawić kilkuset zbrojnych na żądanie Wielkiego Mistrza, ale tylko gdyby wybuchła wojna. Książę szczeciński Świętobor I wywiązał się ze swoich zobowiązań i wysłał za 6000 florenów swego syna Kazimierza V z 600 rycerzami na pomoc Krzyżakom pod Grunwald. Do księcia środkowo-pomorskiego Bogusława bardziej przemawiały argumenty finansowe króla polskiego: coroczne subsydium na utrzymanie wojska - za 800 kóp groszy praskich zobowiązał się wystawić 100 kopijników.

Książę Kazimierz, dzielnie walcząc za sprawę krzyżacką, dostał się pod Grunwaldem do polskiej niewoli, co nie przeszkadzało świętować w obozie zwycięzców. Został wkrótce zwolniony przez króla z niewoli na prośbę swego drogiego kuzyna Bogusława, który stanął w odpowiednim momencie po słuszniejszej stronie wielkiego konfliktu. 29 sierpnia 1410 roku w obozie pod oblężonym Malborkiem, król Władysław Jagiełło przyjął hołd lenny księcia Bogusława, ofiarowując mu w dożywocie zdobyte na krzyżakach miasta i okręgi: Świdwin, Bytów, Biały Bór, Frydlant (Dębrzno) i Hamersztyn (Czarne). W zamian za to książę pomorski zobowiązał się wiernie służyć królowi, koronie i królestwu polskiemu”, a w szczególności pomóc Jagielle w podboju ziem zakonnych aż po Królewiec. Niestety, układ ten nie wszedł w życie. Jedynym trwałym osiągnięciem książąt pomorskich było przejęcie kontroli nad biskupstwem kamieńskim oraz wyzwolenie miast biskupskich: Koszalina, Kołobrzegu, Karlina i Bobolic spod krzyżackiej okupacji, co zagwarantowało niezależność Pomorza na następne 250 lat. Jakub S. Pomorski

Tekst o Grunwaldzie z profilu DB Jakuba Pomorskiego

Nadbudowa wysypiska w TG pod moim obstrzałem

Wakacje w pełni i mój remont też, a Wydział Ochrony Środowiska w Sejmiku majsterkuje przy odpadach m.in w Tarnowskich Górach. Mam ich na celowniku :) W ostatnim dniu, kiedy można było wnosić uwagi do RDOŚ w Katowicach po raz kolejny złożyłam protest odnośnie próby nadbudowy wysypiska w Rybnej. Dzięki szybkiej akcji również mieszkańców Laryszowa udało się wznowić procedurę konsultacji społecznych (Pan Burmistrz wydał decyzję w tym temacie, ponieważ naruszono procedurę) . Nie pozwolę na kolejne wybiegi proceduralne, które są określone ustawowo. Tak jak wcześniej pisałam o legalizacji kompostowni "widmo" w/w wysypisku, co w niedługim czasie kilka niezależnych grup eksperckich zajmie się należycie tym tematem. Równo rok temu powstrzymałam nadbudowę na wysypisku w Rybnej. W tym roku miasto odpowiedzialne za gospodarkę odpadami próbuje podobnie. Jestem przekonana, że bezskutecznie, bo nikt nie jest ponad prawem.

strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |