I po Świętach...

Magiczny czas mija, ale ich atmosfera mam nadzieję jeszcze jakiś czas pozostanie.
Bardzo mnie ucieszyło, że moim córkom niemal tyle samo radości co oczekiwanie na prezenty, dawało ich przygotowanie - od kilku dni przygotowywały je, pakowały i ukrywały. Obie wierzą jeszcze w Dzieciątko i Świętego Mikołaja, a w tym roku najstarsza wprowadziła nową tradycję - pod choinką zostawiła dla Dzieciątka pierniczek i mleko. Oczywiście musiałem je niepostrzeżenie zjeść i wypić.


Święta

Znowu nie ma śniegu, ale przecież nie tylko na tym polega magia najpiękniejszych Świąt.
Niech przysporzą one nam miłości, wiary i mądrości na cały przyszły rok.


Chroń mnie Panie od "przyjaciół"...

W ostatnim "Gwarku" zwróciła uwagę informacja o przegranym (można powiedzieć podwójnie przegranym) sądowym procesie pań, które pracowały jako salowe w szpitalu w „Trójce”. To wyrok sądu pierwszej instancji, ta sprawa będzie więc zapewne jeszcze nie raz podnoszona, ale pozwolę ją sobie jakoś wstępnie skomentować.
Kiedy panie salowe zostały zwolnione przez spółkę, która je zatrudniała i oczekiwały przyjęcia przez szpital, przyszły także do mnie. Powiedziałem im wówczas, że wydaje mi się, że najlepszym dla nich rozwiązaniem jest przyjęcie propozycji, którą przygotował dla nich zarząd powiatu - podjęcie pracy w spółce, która obecnie zajmuje się sprzątaniem szpitala i oczekiwanie na sądowe rozstrzygnięcie żądań wobec szpitala.
Niestety panie nie były otwarte na argumenty i niezmiernie zdeterminowane tylko w kierunku, do którego zostały przekonane wcześniej. Ciągle przewijało się w ich wypowiedziach zdanie „nasz prawnik, nasz prawnik”. „Nasz prawnik powiedział żeby nie przyjmować tej propozycji pracy, że to nam zaszkodzi”. Po wyroku sądu (oczywiście póki co pierwszej instancji) widać, że ten prawnik nie tylko się mylił co do roszczeń wobec szpitala, ale również zarzucił rozszerzenia wobec spółdzielni, która zwolniła salowe, co już trudno zrozumieć. Przez takie porady panie przegrały dwukrotnie, choć powiat tak bardzo starał się pójść im na rękę...
Nie jest tajemnicą, że chodzi o prawnika ratusza, wysłanego paniom na pomoc przez burmistrza (jak pamiętam z relacji prasowych). Nie chcę oczywiście rzucać oskarżeń, może w tej sprawie pan mecenas wykazał się po prostu nieudolnością... Ale od początku bardzo podejrzanie to wyglądało - starostwo idzie salowym bardzo na rękę, stwarza możliwość kontynuowania pracy, a ktoś konsekwentnie (i skutecznie niestety) namawia do odrzucenia pomocy. Mam nadzieję, że nie mieliśmy tu do czynienia z cynicznym wykorzystaniem pań salowych, a motywacją do błędnej porady nie była próba zapobieżenia przyjęcia pomocy ze strony przeciwniczki politycznej i potencjalnej rywalki burmistrza...
A samemu bardzo mi smutno, że jednak nie udało mi się wówczas przekonać pań do przyjęcia propozycji starostwa...


Posiedzenie Sejmu- o Ukrainie, budżecie państwa i kilometrówkach

Tegotygodniowe posiedzenie Sejmu obfitowało w ważne wydarzenia m.in. wystąpienie przed Zgromadzeniem posłów i senatorów prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki. Wśród słów wypowiedzianych przez przywódcę naszego sąsiada były zarówno podziękowania dla Polaków za wsparcie w ostatnich miesiącach, ale również niezmiernie ważna zapowiedź wniesienia przez niego do ukraińskiego parlamentu wniosku o zrzeczenie się przez Ukrainę statusu pozablokowego (a więc rozpoczęcia współpracy z NATO). Oczywiście sporo było także o aspiracjach unijnych Ukrainy, prezydent Poroszenko podzielił się nawet swoim marzeniem, że kiedyś będzie mógł swój kraj reprezentować w Parlamencie Europejskim.
W środę poźnym wieczorem (a nawet w nocy) mieliśmy głosowanie nad budżetem kraju na przyszły rok (blok 166 głosowań pod rząd! ). Budżetem z jeszcze widocznym cieniem recesji, ale także prorozwojowymi zapisami, wspierającym m.in. politykę prorodzinną.
Oczywiście podczas posiedzenia Komisji Regulaminowej nie można było nie rozmawiać o rozliczaniu użytkowania samochodu prywatnego wykorzystywanego do celów służbowych, czyli tak ostatnio popularnej "kilometrówce"...
Walka polityczna w Polsce weszła na poziom składania na siebie nawzajem doniesień do prokuratury... Oczywiście należy tak czynić, jeśli mamy do czynienia z podejrzeniem przestępstwa, ale dokąd prowadzi sytuacja, w której opozycja składa doniesienie na marszałka sejmu za to, że w ciągu 7 lat wykorzystał 1/3 przysługującego mu jako posłowi limitu na przejazdy? Trudno się dziwić, że wówczas on sam wskazuje, że wicemarszałek opozycji taką samą ilość kilometrów rozliczył nie w 7, a w 2 lata...
Tyle się mówi o tzw. kilometrówkach, że może napiszę na ten temat parę słów. Chociażby dlatego, że gdybym nie wiedział, jak to wygląda, to po informacjach (nawet po najważniejszych programach telewizyjnych) myślałbym, że posłowie zgłaszają przejechane kilometry Kancelarii Sejmu i dostają na to dodatkowe środki. W rzeczywistości przejazdy samochodem prywatnym rozlicza się ze stałego miesięcznego ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego, których to środków musi wystarczyć na wszystkie koszty prowadzenia biur (główne składniki to oczywiście płace pracowników i czynsz). Poseł sam decyduje jak wygląda aktywność jego i jego biura, co przecież zostaje później oceniane przez wyborców. Corocznie składamy (upubliczniane później) rozliczenie wydatkowania tych środków, które jest sprawdzane przez Kancelarię Sejmu.
Kilka lat temu, w celu uniknięcia nadużyć, Sejm podjął decyzję o ustaleniu miesięcznego limitu kilometrów, które można rozliczyć właśnie w ramach środków otrzymanych na prowadzenie biura poselskiego. Ponieważ jest to teraz taki bardzo palący, interesujący wszystkich temat, sprawdziłem dziś, jak sam wykorzystywałem ten limit w poprzednich latach. Biorąc pod uwagę czas od początku 2011 do dziś wyszło mi, że wykorzystałem ok. 37% dopuszczalnego limitu.


Pendolino z Lublińca do Warszawy

Jak wiadomo, teraz gdy chcemy pojechać do Warszawy pociągiem mamy do wyboru albo najpierw jazdę do Katowic (co pociągiem trwa długo, a w przypadku jazdy autobusem wymaga przejścia kawałka centrum Katowic) lub, jak robi coraz więcej osób, samochodem do Zawiercia (a to znowu rodzi problem ze znalezieniem miejsca parkingowego pod dworcem w Zawierciu). Dlatego kibicowałem bardzo staraniom (m.in. burmistrza Lublińca), aby Pendolino zatrzymywało się na tej stacji. Jeszcze parę miesięcy chyba potrwa do uruchomienia tego połączenia, ale wydaje się ono być bardzo atrakcyjne także dla jadących do Warszawa z Tarnowskich Gór, czy też Radzionkowa, a nawet Bytomia. Zwłaszcza, że pociąg ten będzie jechał rano do Warszawy i wracał z wieczorem.
Wydało mi się więc czymś zupełnie oczywistym, że Koleje Śląskie tak ułożą swój rozkład, aby skorelować rozkład swoich połączeń Katowice-Lubliniec z Pendolino odjeżdżającym z Lublińca. Na wszelki wypadek wysłałem jednak pismo w tej sprawie do prezea Kolei Śląskich. Odpowiedzi jeszcze nie uzyskałem, ale w mediach (naszemiasto.pl) czytam, że dla Kolei Śląskich takie skorelowanie rozkładu jazdy wcale nie jest czymś tak oczywistym...
Nie chcę się mądrzyć, ani oceniać czyjejś pracy, na której się nie znam (zdaję sobie sprawę z tego, że układanie rozkładu jazdy to nie jest prosta sprawa), ale po prostu ręce opadają... Czyż rozkład jazdy nie powinien być tworzony właśnie dla pasażerów? A jak znaleźć lepszy sposób na przyciągnięcie pasażerów, jak stworzenie możliwości skorzystania z dalszego dobrego połączenia ? Mam nadzieję, że jednak mądre ułożenie rozkładu nie przerośnie Kolei Śląskich.



Barbórka u Prezydenta

W tym tygodniu "normalne" posiedzenie Sejmu, choć jak chociażby kalendarz wskazuje, trafiają się też akcenty "andrzejkowe" i barbórkowe.
Wczoraj (oczywiście po godzinach, późnym wieczorem, żeby była jasność) imieniny ministra sportu i turystyki Andrzeja Biernata. Pogadaliśmy o ciekawym pomyśle dla Tarnowskich Gór (lub innej gminy w okolicy), który doprecyzuję w najbliższych dniach i zaproponuję naszym samorządowcom.
Dziś na zaproszenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego obchody Barbórki w Pałacu Prezydenckim. Były odznaczenia dla górników, a także mądre słowa Prezydenta o sytuacji branży, która oczywiście zmaga się z problemami, ale przecież są w niej także optymistyczne sygnały, jak otwieranie nowych kopalń, oczywiście tam, gdzie jest to opłacalne.
Po części oficjalnej była okazja przywitania się i zamienienia paru słów z Prezydentem, co oczywiście zawsze jest sympatycznym przeżyciem.


Cisza (po)wyborcza

Mimo, że w Tarnowskich Górach już po wyborach, to cisza wyborcza obowiązuje w całym kraju, więc pisząc o polityce naruszyłbym przepisy prawa. Nie wspomnę więc (przynajmniej dziś) o wczorajszym posiedzeniu Rady Regionu Śląskiego Platformy Obywatelskiej, podczas którego podjęliśmy decyzję o kształcie koalicji w sejmiku województwa śląskiego.
Poza tym wczorajszym wyjazdem do Katowic, weekend spędzany rodzinnie i leniwie (w przyszłym tygodniu wyjazd do Warszawy już we wtorek, więc trzeba spędzić ze sobą czas na zapas).
Ale oczywiście jest oczekiwanie na wyniki II tury - zarówno w gminach w naszym powiecie, jak różnych miejscach w kraju, także takich, w których kandydują znajomi z ław poselskich.


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |