"A" jak Andrzej, Alicja, Anioł

  Zamiar był inny - krótki opis rozmowy o podłożu pseudo-muzycznym z panem Rafałem Łuszczewskim. Jednak pozwoliłam sobie na zapis – nieautoryzowany – pytań i odpowiedzi na spotkaniu tèt a tèt w publicznym a niepublicznym miejscu (korytarz). Dodaję, iż zamieniłam też kilka zdań z szacownymi a dowcipnymi rodzicami pana Rafała.

A - Jak Pan obchodził wczorajsze andrzejki? - Nie obchodziłem, bo nie odwiedziłem żadnego Andrzeja przed dzisiejszym koncertem.
A – Czyli, jest Pan dzisiaj w dobrej formie - Tak, dobrze się czuję - tu wymieniliśmy uśmiechy zrozumienia (a może wzajemnego współczucia z powodu wyobcowania w tak ważnym dla Polaków andrzejkowym czasokresie).
A - Dobrze w przeciwieństwie do publiczności, która zapewne po obchodach imienin Andrzejów odleguje właśnie piątkowe i sobotnie imprezowanie – Tak. Chyba się z panią zgodzę :-)
A - Kiedy świętuje Pan własne imieniny? Imieniny Rafaela? -  Na 3 Archaniołów: Gabriela, Rafała, Michała. Proste.
A - Które z rodziców wymyśliło dla Pana imię rzadkie w Polsce, Rafael ? - Rodzice podrózowali wiele i mieszkali przez pewien czas w Ameryce Południowej a wybrane przez nich imię Rafał nie znajdowało się w tamtejszych urzędowych spisach. Stąd zbliżone Rafael.
A – Jest Pan muzykiem a więc pytanie związane z muzyką inaczej  - czy tańczy Pan na przykład w dyskotekach? - Nie, polskie dyskoteki dla dorosłych są raczej niskiej klasy. Mam na myśli pijaństwo i chuligaństwo dość rozpowszechnione. Czasem bywam w innych tanecznych lokalach...(...)
A - Jakie lokale Pan lubi? -  Salsoteki. To rodzaj południowo-amerykańskiej dyskoteki
A - I tam właśnie Pan tańczy najchętniej? Jakie tańce Pan uprawia? - Nie uprawiam, bo nie tańczę niczego konkretnego. Staram się tańczyć, to co inni tańczą. Także salsę albo marengę.

Rozmowa jeszcze chwilę się toczyła a później dołączyli do nas rodzice Pana Rafała. Ojciec jako naukowiec jest związany z Politechniką Gliwicką, matka – do bratnia moja dusza, wyczułam to!

Tyle wieczorna Polaków o muzyce niespecjalnie poważnej rozmowa zakończona
przyrzeczeniem kolejnego przyjazdu. Welcome to TG!
...................................................................................................
A rano...widziałam pana Rafała raz jeszcze w poniedziałek ; jednak nie, nie, broń Boże w negliżu ale jednak w nieco swobodniejszym stroju – jakże strój zmienia człowieka! Oto poprzedniego wieczoru mógł być obiektem platonicznych adoracji pań w wieku wyraźnie balzakowskim (sic!). Natomiast w bladym świetle zimowo-jesiennego poranka na schodach „z epoki” równie blada jego cera (tym razem po nocnej z przyjaciółmi imprezie) zwróciłaby, nie wątpię, uwagę bladawej i udręczonej andrzejkową dyskoteką Patrycji, Sandry czy Klaudii (w poniedziałek odbywała się w Rybnej kolejna sesja RM).

Jeszcze wymiar/namiar sieciowy: http://www.raphael.art.pl
.............................................................................................................................


gospodyni pałacu szczerze wita gości u wejścia.


 mimo zaskoczenia Rafał Łuszczewski jak przystało na profesjonalistę z opanowaniem pozuje do zdjęcia


Elegancja Pana Jacka Wolańskiego to jego atrybut niezaprzeczalny. Sylwetce Pana Rafała również niczego nie zarzucę.


Szopen czuwa nad formalizmami i prywatnością rodzinną państwa Łuszczewskich. Ciekawe jak na świecie wymawiane jest to bądź co bądź nie proste nazwisko rodowe?
 icon_cool




Something special

The special ceremony today has been an international event indeed.
It has gathered some special people in fact.
It has made some special …, really. 

No comment.


Goście to profesorowie w osobach znamienitych pań w pierwszym rzędzie


Hetman Bractwa Kurkowego (270 lat istnienia) z Braćmi Kurkowymi


Cząstkowa reprezentacja II i III pokolenia profesora Kwolka


Goście to profesorowie w osobach czcigodnych panów w kuluarach


Pożądane jest znać gospodarzy – insygnia władzy samorządowej przydają dostojności Panu Staroście Korpakowi


He is the Leader of my focus.


 icon_rolleyes




Między kontynentami, między świadomościami


ZASPAŁAM! Po niedzielnym koncercie zamierzałam wprowadzić ten oto krótki wpis! Nie udało się! Kajam się z pokorą – nos mój spadł sennie na klawiaturę i w tym momencie nastąpiło oderwanie się mej świadomości od realiów otoczenia. Przegrałam walkę ze snem!

Rafael Alexander Łuszczewski, gość Pałacu w Rybnej, fortepian.
No, no... hm, hm, hm...taki pomruczek usłyszałam we własnej głębi, gdy zobaczyłam młodego mężczyznę w czarnym wyszukanym w swej prostocie stroju pochodzącym z Indii (wiem to od samego pana Rafała). Jasne ornamenty podkreślały niezwykłość osobowości pianisty i jego znakomity oryginalny gust. Ciemne włosy i nieco śniada cera kontrastowały pozytywnie z jasnym jego uśmiechem i przejrzystością oczu. Sprężystym krokiem podszedł do fortepianu, zajął zdecydowanie miejsce za klawiaturą i ... wcale się nie zmienił. Zdecydowanie, pogoda ducha, męska harmonia emanowały nadal z tego artysty jak i z wykonanej muzyki, którą usłyszała publiczność.

O koncercie, o nim samym napiszę nieco później – jako jedyna miałam okazję zrobić krótki BAAARDZO osobisty wywiad z panem Rafaelem/Rafałem. Cóż za smaczny, wręcz delikatesowy zestaw imienny. Teraz namiary: http://www.raphael.art.pl






Lokalny i międzynarodowy dzień

Pani Ivetta to:
1. radosne zielone oczy
2. radosny szczery uśmiech
3. radosne ruchy młodzieńczej sylwetki
Gdzie jestem? W stylizowanej na okręt wikingów przypuszczam kawiarence w Parku Wodnym. Trafiłam tam na kawę tym razem nie po wodnym lecz morskim seansie; nie byłam na basenie, byłam w jaskini solnej. Izolowanie się od wody spowodowane zostało moimi cierpieniami zatokowymi. Zintegrowanie się z czynnikami klimatycznymi Morza Bałtyckiego i Czarnego z pewnością przyniesie poprawę zdrowia po serii seansów.


Zapewniam Panią, Ivettko, że nadaje się Pani na foto-modelkę!

„Czy pan ma uprawnienia do stawianie samochodu w tym miejscu?”. „Tak, mam.” Młodzieniec wbiegał po schodach do wejścia pozostawiwszy na miejscu dla inwalidów swój rozdęty samochód ze znakami nie-inwalidzkiej firmy. Nie biłam uciekającego, zwyczajem młodego pokolenia, a udało mi się nawet wręczyć mu moje namiary. Czy kampania „Wziąłeś moje miejsce, weź i moje inwalidztwo” skończyła się? Jutro 03 grudnia - MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH. Nie każdy jest niepełnosprawny, niektórzy jednak mogą się nimi stać. To przyjdzie wcześniej niż nowa koszula, jak mawiała moja babcia. Z życzliwości wrodzonej nie życzę nikomu utraty zdrowia chociaż wiadomo, że wielu ludziom uszczerbek na zdrowiu pozwala uzyskać nowe sprawności, także te duchowe. Stąd mówi się  - sprawny inaczej.

Wracając do wczorajszej zabawy andrzejkowej zamieszczam zdjęcia nie zamieszczone.


Irena prowadzi wysoko oceniany na Śląsku dom kultury. Pozuje na tle prac uczestników tutejszych zajęć.


uczestnicy zabawy czują się swobodnie co jest zasługą stworzonego tu familiarnego klimatu.


niezwykle urodziwa w swej kobiecości Pani Bernadeta Kowalska uczestniczy w imprezie nie tylko jako wykonawczyni ale i chętnie bierze udział w biesiadowaniu.
 

uczestniczą w tańcach na parkiecie wykonawcy – nie darują sobie rozgrzewających rytmów latynoskich ani walczyków regionalnych.

  icon_smile




Dla Andrzeja i nie tylko

 
Na kolana paść należy w hołdzie dla ciężkiej pracy brukarzy i spróbować jak oni klupać pyrlikiem abo czym tam trza i umieć sie śmioć wiela wlezie. „Szczęść Boże” – „Daj Boże”. Rano w rozmiarze King usłyszałam dosadne a dobrze znane sformułowanie z filmu "King Size", którego użył jakiś przechodzień. A to tylko ktoś z pracujących: „Jo tu ino robia. Mie nic do tego”


Na starówce powiało zachodem – eurokostka za pan brat z kamieniami. A może jak pięść z nosem? Będzie równo, czysto, porządnie, nareszcie ...he, he. he. Utopce naużywają się trochę.

Do Ireny wybierałam się ... może 20 lat? Nie po drodze mi zawsze było a dzisiaj, gdy sfinalizowałam zamiar wizyty w domu kultury w Miasteczku Śląskim, któremu Irena Lukosz-Kowalska dyrektoruje, jakby obawy moje się sprawdziły – droga dżdżysta, mglista, śliska, ciemna czyli niebezpieczna. Tylko na rozpoczęcie zabawy andrzejkowej zapowiedziałam się i rzeczywiście po dwóch godzinach (20-ta) byłam już w domku z noskiem czarnym i wymęczonym sunieczki mojej. Nadal przeprowadzam terapię dla nas obu. Jestem pewna, że my dziewczyny poradzimy sobie i wyjdziemy z choróbsk i napaści męskich obronną ręką!


Irka czyli pani dyrektor prowadzi wraz z Bernadetą Kowalską – śląską wykonawczynią muzyczną - konkurs śpiewaczy dla Andrzejów.


Mój faworyt (ze względu na barczystą sylwetkę i męski atrybut czyli wąsy) mógł jeszcze przed startem liczyć na mój głos w jury.


Pan Gabriel Kessner nie został całkowicie opanowany przez ciągoty zawodowe – w romantycznym przytuleniu z małżonką czuje się świetnie


pląsające panie w większości są zamężne a wyjątek to pani księgowa. Oczekuje partnera nie tylko do tańca.

W powrotnej drodze przejechałam przez miasto i rynek - iluminacja budynków horrrrrendalnie piękna. Tarnogórzanie nie wierzą własnym oczom i wzdychają w zachwytach. To się dopiero władzy udało! Dziękujemy!
Reszta jutro. Teraz chorobowe łóżko. Na domiar złego rozbolał mnie ząb. Pech.

 icon_neutral  icon_idea




W krzywym (?)zwierciadle

 
Dudek! Tak, Edward Dziewoński przypomniał mi się z monologiem wysmażonym rewelacyjnie nt. opróżniania butelek z paliwkiem wysokonieoktanowym. „As a remembrance of Helsinki and me” zapisał Petri na pierwszej stronie darowanej mi w latach studenckich książki z wierszami fińskimi. Jako pamiątkę skrzywień, odstępstw, przekręcania zatrzymam butelkę po winie. Formierz odlewający, dmuchający, kształtujący ją był zapewne na bańce. Ale nie, bo obecnie butelki kształtowane są przez technologiczne taśmy produkcyjne (zalane w pestkę?).


 Jeden krok w prawo, jeden w lewo, może do przodu i do tyłu. Przyglądam się i nie wierzę, wzrokiem mierzę a buteleczka cokolwiek tylko standardowa a raczej ponadstandardowa.


Do samodzielnego odczytu czytelnika niezdecydowany napis na etykiecie
zaplecza butelki.

Standardowy słupek? Wyprężył się, stoi ale chyba wychylił nie jedną ale  hmm... hmmm... kilka, -naście,- set?  Butelek. Ten typ po spojeniu tak ma. Nie wcięcie wygiecie  ale przechyłek, pochyłek rzucił mu się na sylwetke; i procenty, promille, gramy rzuciły może – zawartość alkoholu w winie czerwono-białym. CoOO??? MówiszZZZZ Niecooo chwiejjjjnymmm głooosemmm......


Jako pamiątkę także zatrzymam fotografię upadającego słupka elektrycznego (domek pod nim wyglądać będzie ślicznie, no nie?)

Choroba (własna, nie psia) to furda, błahostka to konkurencja rynkowa, nawet rozterki radnego to drobiazg. Grunt, że to koniec tygodnia a za 2 dni poniedziałek, który co prawda nie będzie lekki ale zakończy się przecież wieczorem. Furda zmartwienia, praca, finanse! Od poniedziałku wszystko wróci do zdrowia i równowagi. 

................................................................................................................................
DWANAŚCIE BUTELEK

Miałem w domu dwanaście butelek jałowcówki. Żona poleciła mi zawartość wszystkich bez wyjątku butelek wylać do zlewu. Postanowiłem spełnić żądanie żony. Odkorkowałem więc pierwszą z brzegu butelkę i wylałem cała zawartość do zlewu z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkorkowałem drugą butelkę i postąpiłem tak samo, to znaczy wylałem cała zawartość do zlewu z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkorkowałem trzecią flaszkę, wypiłem jedną szklaneczkę i wylałem butelkę do flaszeczki, następnie odkorkowałem czwartą i upiwszy z niej nieco, wylałem butelkę do szklaneczki, następnie wyciągnąłem butelkę z kolejnego korka, wypiłem jedną szklaneczkę i wylałem resztę w siebie, następnie wyciągnąłem zlew z następnego korka i wylałem butelkę sobie do gardła, po czym wyciągnąłem z gardła następną butelkę i wylałem całą zawartość do zlewu z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem, następnie wyciągnąłem zlew z następnego korka, wylałem zlew do butelki i wypiłem korek. Kiedy opróżniłem je wreszcie wszystkie, zatrzymałem jedną ręką dom i porachowałem butelki, których było dwadzieścia cztery. Kiedy przejeżdżały ponownie, porachowałem je jeszcze raz. Okazało się, że jest ich siedemdziesiąt dwie. Następnie, kiedy nadjechały domy, porachowałem je także. Wreszcie, kiedy miałem porachowane wszystkie domy i wszystkie butelki, przystąpiłem do zmywania. Więc, wywróciłem każdą z nich na lewa stronę, opłukałem i wytarłem do sucha, po czym poszedłem do drugiego pokoju i opowiedziałem wszystko mojej drugiej połowie. Ludzie! Mam naj-żoń-szą milusię na świecie.
..............................................................................................................................
Monolog (oprac. Bolesław Kielski) Edwarda Dziewońskiego z kabaretu "Dudek" (na scenie monolog trwał prawie 5 minut!!!)

 icon_cool




Stanowczo osłodzić

Stanowczo stwierdzam, że wszelkie niedoróbki i prowizorka odbiją się niekorzystnym piętnem na autorach, wykonawcach, twórcach i odbiorcach produktu. Świadome i zdecydowane działania powinny zmierzać do naprawy błędów i ozdrowienia chorych członków, do czego zdecydowanie przyłożę rękę. Zyski z promowania TG poza ich granicami, poza granicami kraju, z podniesienia prestiżu miasta trudne są do oszacowania. Jak zresztą i hipotetyczne straty poniesione z tytułu utraty nawet cząstki dobrego imienia (patrz historia).

Przez 4 godziny trwały dzisiaj posiedzenia komisji RM. Trudne i męczące. Woda w TG jest coraz droższa, zyski Veolia generuje, dywidendy przynoszą posiadaczom udziałów corocznie namacalne złotówki; jeśliby taryfy dla zaopatrzenia w wodę w roku 2008 r. zwyżkowały, zyski byłyby wyższe a i dywidendy (m.in. pracowników) posiadających udziały znaczniejsze. I co z tego? Domyślić się nie trudno.

Mój kochany i zaufany doktor Piotr Hoin z asystentami bardzo się starali wyprowadzić moją suczkę na drogę zdrowia. Coraz lepiej wyposażana przez nich lecznica na pewno służyć będzie dobrze „nieludzkim” pacjentom.


Doktor Mateusz Mazur został oddelegowany przez swego szefa do pozowania – model z niego pierwszej klasy. Panie łatwo ulegają jego męskiej urodzie, moja pani suńka zachowuje dystans emocjonalny.

W cukierni pod podcieniami wieczorem zakupiłam mikro-ptysie 10 szt. czyli 10 dkg –z lekko chrupiącą powierzchnia, twardą smóżką czekolady i alkoholowym posmaczkiem, który prolonguję jeszcze dziś wieczorkiem.


Pani Kasia chętnie zgodziła się na pozowanie do zdjęcia w słodziutkim i pachnącym wnętrzu cukierni pustej już o godzinie 17-tej. Bardzo smakowita sceneria. Właśnie ciasteczkowe gwiazdki zawisły przy szybie wystawowej. Jest już gwiazdkowo, nie tylko andrzejkowo.

PS. Leczy się mój pies, leczę i ja. Od wczoraj czuję moje oczy, uszy, zęby, nos i zatoki. Wiem o nich, bo pieronowo bolą. Do poniedziałkowej sesji wytrwam w reżimie łóżkowym, nie ma rady.

 icon_cry




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |