Weekend w nudnym mieście.

Słyszę często : "Och! Tu nie ma co robić! Same nudy w tym mieście! Nic sie tu nie dzieje!" Ale dość cytatów. Do rzeczy.

 Sobota. O Dniu Bobra wspomnę tylko krótko: miał miejsce jak zwykle w Bobrownikach. A zilustruję informację zamieszczając pamiątkę sprzed 4 lat.
           

 Sobota-niedziela. Wprawdzie to nie okrągły ale przecież ważny jubileusz założenia parafii ewangelickiej w TG - 270 lat to niebagatelny żywot. A że w dekadzie 500-lecia reformacji obchodzony, tym bardziej należy go zaakcentować. Dzieło Vivaldiego "Cztery pory roku" było jedynym punktem koncertu, który odbył się w kościele Zbawiciela na rynku. Nie trzeba było więcej, aby słuchacze zachwycili się i usatysfakcjonowali. 
           

 Zdjęcie - ziemskie dźwięki instrumentów muzycznych unosiły się ku sklepieniu świątyni a ta rozstępowała się bezszelestnie aczkolwiek w widoczny sposób dla umożliwienia wydostania się tych audio-cudowności ku niebiosom. 

Niedziele też: piknik familijny w parku a więc rodzice, dzieci, samochody, grille, śpiew, napoje, dym. Okazja - budowa kanalizacji miejskiej. Cóż, przymierzali się do realizacji tego zadania dwaj poprzedni burmistrzowie, ale ostatecznie wypadło na trzeciego. I to w roku jubileuszu założenia parku miejskiego - 110 lat minęło!

Jakby dla lepszego wczucia się w tematykę festynu organizatorzy, wykonawcy, goście i oczywiście "twórcy" kanalizacji ze sceny (nomen omen) muszli koncertowej, sycili oczy widokiem otwierających się co rusz drzwi toy-toyów. Ten, co ustawił je w dokładnie w centrum placu festynowego, dobrze tę lokalizację przemyślał. Miał plan!

Zdjęcie przedstawia widok spod ... przybytków.
          





Park 110 lat po...


W piątek z ulicy Wyszyńskiego zauważyłam stojące w alejce parkowej samochody oraz znajdujące się w pobliżu sadzawki osoby. Dzisiaj stwierdziłam, iż sadzawka została wyczyszczona. I to w sposób tak precyzyjny, że nie został w niej ani jeden pet bez filtra i z filtrem, szkiełko po flaszce z Żywca czy też huty szkła. Nie zdążyła nawet obrosnąć w sierść czworonogów. „Pacyfikacja” dotyczyła  też puszek a nawet adidasów, co to spadły z drzewa, gdzie je jakis czas temu sfotografowałam. Obecnie jest higienicznie i transparentnie a otoczaki pysznią się przez taflę wody jak pyszne.
           

Fontanna wprawdzie jeszcze nie „szlocha” ale być może niedługo nowe pompy zaczną ją łaskotać elektrycznymi impulsami i pobudzą do uśmiechu przez łzy. Ja się już cieszę! No i pan Jan Zasada, który wpisał swój komentarz na moim blogu dostał, o co zabiegał! Lada moment zostanie Pan w pełni usatysfakcjonowany (pogratuluję Panu), a ja również. Choć jeśli o mnie chodzi, to w pełni dopiero wówczas, gdy zostaną naprawione inne elementy architektury parkowej. Zostało ich już tu niewiele, bo oprócz sadzawki – wieżyczka, rosarium, grzybek, korty dwie donice przeniesione sprzed zamku w Reptach (no, chyba nie po to, aby „sczezły” na oczach licznych świadków). Jest jeszcze trochę pagórków – pozostałości po szybach i alejek między nimi. Czy możliwe jest nadanie im nazw, które podkreśliłyby koloryt tych terenów pozostałych po czasach wydobycia kopalin?

Zdjęcie




Zagrożenie po 50-tce.

Wzrasta liczebności zakażeń HIV u osób w zaawansowanym wieku, gdyż łatwość komunikowania się przez Internet, częste podróże oraz zniesienie wielu ograniczeń w życiu towarzyskim sprzyjają kontaktom płciowym. Najstarszy polski pacjent seropozytywny miał ponad 70 lat. 

Jedną z zagrożonych  grup wiekowych są dobrze sytuowane kobiety po 50 roku życia, samodzielne, zawodowo czynne lub na utrzymaniu zamożnego małżonka. W ich codzienności znaczącym elementem jest stres, rywalizacja zawodowa, kryzys w rodzinie, zniewolenie emocjonalne, współuzależnienie, rozwody, przemoc i to one wywołują niejednokrotnie chęć kobiet do odreagowania przez podejmowanie przygodnych kontaktów seksualnych. Bywa, że potwierdzeniem własnej atrakcyjności i wartości jest przypadkowy partner.

A stąd już tylko krok do konsekwencji w postaci zakażenia HIV.




Na kółkach i na klawiszach, na rynku.


Zacznę od grupy większej. Przybyli z Lublińca, zmierzali ... w dal. Tu na tarnogórskim rynku ustawili 15 rowerów przy studni oraz ogrodzeniu ogródka kawiarnianego "Kopuły" czyli "wjechali do letniego salonu tarnogórskiego"
           

Malowniczy zespół usportowionych słuchaczy uniwersytetu III wieku ze stolicy sąsiedniego powiatu, Lublińca, zrobił wrażenie nie tylko na mnie ale i na innych gościach zasiadających przy stolikach w południe niedzielne. W planie – 100 kilometrów na dwóch kółkach. Zunifikowane koszulki w wyrazistym kolorze z identyfikującymi zespół napisami.
           

Trzy panie wcale nie ustępujące kondycją męskim uczestnikom przejazdu cyklistów. Baaaardzo mi się podobali. W całokształcie. Szerokiej i bezpiecznej drogi!

           

Grupa mniejsza to dwójka młodych ludzi grających na akordeonach „Solo i w duecie” (na zdjęciu bez instrumentów), mieszkanka Tarnowskich Gór – Agnieszka Bagińska i mieszkaniec Zbrosławic Michał Kubarski oraz wprowadzający publiczność w rytmy muzyki rzadko słuchanej, Jacek Woleński,/ byli gośćmi cyklicznego, już 89 Koncertu pod Renesansowym Stropem . Barok, muzyka współczesna, na góralską modłę i inne utwory wcale nie o biesiadnym, piknikowym czy wycieczkowym charakterze wirtuozersko wykonali młodzi muzycy przy gorącym aplauzie publiczności. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów muzycznych w kraju i na świecie! Tarnogórzanie potrafią! 




Niedziela aktywna; 3 koncerty w jednym i 15 lublinieckich rowerów.

Nooooo! Niestety! Chochliki internetowe czeredą gromadnie wypełzły z kryjówek, aby pokiereszować, pokiełbasić, pogmatwać precyzyjnie utkane nitki wątku i osnowy mojego niedzielnego wpisu. Literki i cyferki tekstu i zdjęc rozsypały się, pomieszały jak popiół z makiem Kopciuszkowi przed balem.
 Szukam, sklejam, układam. Lada godzina znajdę i pokażę, co zmajstrowałam. 



Na Placu Wolności w tym dniu czerwcowym.



O walorach iluminacji ulicy Krakowskiej pisać tu nie będę. Dość, że dzięki kolorowym światełkom dostrzeżono nocą to, co na codzień z obojętnością pomijał wzrok mieszkańców i przyjezdnych – fasady kamienic, posągi, maszkarony, reliefy i inne detale architektoniczne na nich. Udało się w Dniu Samorządu Terytorialnego naszym lokalnym władzom wreszcie wydobyć zza kurtyny milczenia i jakiejś mistycznej mgły zabudowę śródmiejską z przełomu XIX i XX wieku. Ten proces „odsłaniania” przebiega wolniutko od kilku zaledwie lat. Zwiedzającym pokazuje się zwykle kopalnię srebra, sztolnię „Czarnego Pstrąga” i rynek z fragmentem wychodzącej od niego ulicy Gliwickiej. No i może jeszcze Plac Gwarków. Teraz „objawiło się” dawne starostwo na ul. Sienkiewicza i Krakowska (w trakcie „przepoczwarzania”). Mam nadzieję, że inne ulice z zachowanymi jeszcze kamienicami z okresu tarnogórskiego drugiego boomu górniczego zostaną dostrzeżone przez ... kogo trzeba i pokazane wszem i wobec, jak powiadają.



           



Zdjęcie - kamienica przy ulicy... ??? Ścisłe centrum miasta, odnowione drzwi zapraszają do skromnego wnętrza.

 

Przemiany zachodzą też w parku miejskim; „park na warpiach” w bieżącym roku zakończy 110 lat istnienia. Ulokowane w nim obiekty architektury parkowej wymagają, wierzcie mi, wymagają łatania, reperowania, konserwowania. I daj im, Boziu, zdrowie na następne 110 lat! Niech się szlachetnie starzeją a nie szykują na wysypisko śmieci.    



Zdjęcie

Acha! Urzędnicy zapewne starali się przeprowadzić obchody święta płynnie i ciekawie dla publiczności lecz nie bardzo się udało. Zamierzałam wziąć udział w koncercie TG Big Bandu, oratorium „Wniebowzięci” i mappingu. Sorry, ale 45 minutowe opóźnienie programu zmogło mnie. I część tych, którzy przybyli wraz z dziećmi na ostatni punkt programu – pokaz świetlny o 22:30. Złościli się mocno tacy, którzy musieli pędzić do ostatniego autobusu albo pociągu po beznadziejnym wyczekiwaniu na lasery na Placu Wolności. Ja „odpadłam” ok. 23:10 nie obejrzawszy widowiska. Ale to przecież nie o mnie chodziło. Cóż, nie wszystko się organizatorom udało. W przyszłości będzie lepiej.

Zdjęcia - z mapingu nie bedzie, bo liczne są w Portalu Powiatu Tarnogórskiego czyli tu: http://www.tg.net.pl/foto/main.php?g2_itemId=40351.

Takoż i filmy są . No, powalające ani poznawcze, jak słyszałam, to widowisko nie było, a przecież podobno nie tanie (mimo sponsoringu), ale coś sie dzieje w mieście.



           

Zdjęcie - zapowiadałam, że zdjęcia z mappingu nie będzie. Jest inne - fragment iluminowanej zabudowy ulicy Krakowskiej.




Brunetki, blondynki...


Przedstawicielka blondynek - Ewa Wachowiak.
Reprezentantka brunetek – Aleksandra Łozińska.
Sojusz, partnerstwo, solidarność płci żeńskiej zaowocowały koleżeńską współpracą dwóch pań w zakresie rękodzielniczej twórczości. Przybyłej publiczności podobały się wszystkie trzy: Ewa, Ola, twórczość. Okoliczności i umiejscowienie: wernisaż w "Kałamarzu".

           

Zdjęcie

Rodowód techniki decoupage – francuski; motywy – ogólnoświatowe; wykonanie – w śląskim mieście górniczym. Wstęp i zakończenie – z uśmiechami, wystawa – różne różności, wypowiedzi – oficjalne i private, prozą i wierszowane, gadka i plotka, usztywnione i z podtekstami erotycznymi, głośno wygłaszane i do ucha szeptane. Wernisaż – zaakceptowany, wystawa – przyjęta przychylnie, artystki – zweryfikowane pozytywnie.
SUK- CES! GRATULACJE!  

           
   Zdjęcie - Beata Hetmańczyk wspierała duchowo swoje "uczennice", Ewę i Olę,  podczas ich pierwszego wernisażu. To jeszcze jedna kobieta - oj, niewątpliwie kobieta z walorami, widoczna w krajobrazie artystycznym Tarnowskich Gór.
 




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |