Witam

Dzięki Zbyszkowi Markowskiemu Stowarzyszenie nasze znalazło się w internecie. Również Zbyszek podsunął pomysł, bym osobiście od czasu do czasu coś napisała. Zamieścić zdjęcie i na początek coś o sobie. I tu zaczęły się schody. Co o sobie napisać? Nie mieszkałam w kraju przez lat kilkanaście, kto mnie pamięta i jak pamięta? Jakie reakcje wywoła to moje „odezwanie się?” Pomógł mi przypadek. Znalazłam dwa zdjęcia – jedno sprzed ok. 20-tu lat i drugie, sprzed roku. I już wiedziałam. Ten czas „międzyzdjęciowy”!

1989 r. Znalazłam się w ówczesnym RFN-ie – pojechałam do  męża. Znalazłam się w kraju wrogim dla mnie, na który patrzyłam tylko przez pryzmat wojny i okupacji. Nie będę opisywać mojego tam życia, ale bardzo chcę się podzielić moimi przemyśleniami, czego się tam nauczyłam.

Najważniejsze – w każdym wieku można zacząć „od nowa”. Można studiować, zdobyć zawód i pracować. Jeżeli to kogoś zainteresuje to służę szczegółami.

Nie wolno - „schodzić niżej” - jeżeli byłeś lekarzem, to bądź „tam” również lekarzem.

Trzeba się rozstać z całym bagażem uprzedzeń, stereotypów, zbitek myślowych typy: te angole, te żabojady, te gebelsy – oceniaj człowieka na podstawie tego, co robi i co myśli.

Nie wolno zatracać tożsamości. Nie trzeba zacierać śladów pochodzenia. To prawda, że jak cię widzą, tak cię piszą. Jeżeli tym, kim jesteś zasłużysz na szacunek, to będą cię szanować. I tu mała dygresja – najlepszymi ambasadorami sprawy polskiej – wszędzie – są ci którzy zyskali szacunek i uznanie.

Na zakończenie wierszyk:

Do kraju tego, gdzie „bratwurstów” siła
Ta ślepa miłość mnie wtedy rzuciła
Do kraju w którym Aussiedlerów siła
Przed każdym Niemcem pokłony wybija
Za to ma miska i furka pod ręką
Żeby kompleksy nie stały się męką
A dziś wróciłam jak stadko bocianie
- Tęskno mi Panie!

Serdecznie pozdrawiam wszystkich członków i sympatykow Stowarzyszenia Absolwentów
- do następnego „pisania”.